Dwa rowery i nas dwoje czyli małżeński blog foto-rowerowy
Start O nas Linki Miejsca Szukaj Komentarze LO od 6. czerwca 2006 = 101920 RSS Dwa rowery i nas dwoje
Wycieczki

Rok 2012
Rok 2011
Rok 2010
Rok 2009
Rok 2008
Rok 2007
Rok 2006
Rok 2005

Sobieszyn

wojwództwo: lubelskie
powiat: rycki
gmina: Ułęż
liczba mieszkańców: 910
Sobieszyn na wikimapia.org

Sobieszyn Sobieszyn - kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego [27.06.2005]

Brzozowa - stawy W Dolinie Świnki - ścieżką wzdłuż stawów jadę do szkoły w Brzozowej.
[22.07.2010]

Brzozowa - szkoła Brzozowa

Zespół Szkół
im. Kajetana hr. Kickiego
W SOBIESZYNIE


[22.07.2010]

Brzozowa - obelisk upamiętniający Kajetana Kickiego 1896 - 1996
KAJETANOWI HR. KICKIEMU
W 100-LECIE SZKOŁY
CZERWIEC '96
Sobieszyniacy


[22.07.2010]

Poniższe zdjęcia przesłali Antoni Wit i Ślązak

Wólka - tartak napędzany lokomobilą (nie istnieje)

Cegielnia obok alei lipowej (nie istnieje)

Lokomobila w majątku hrabiego Kajetana Kickiego

Piękny gazon przed pałacem hr. K. Kickiego

Dawny Sobieszyn i jego mieszkańcy.
zdj. wykonano przed 1939 r.

Fgura Matki Boskiej
zdj. wykonane przed 1939 r.

Ta sama figura Matki Boskiej
zdj, wykonane w 2011 r.

Sobieszyn - opisywany w tekstach duży staw "Kajdanicha"

Spichlerz dworski - około 1938 r.

Obora dworska - około 1938 r.

Od lewej: podoficer niemiecki, kowal J. Witkiewicz, zarządca niemiecki "Wilusz" - 1943 r.

"Dom chleba" - 2005 r.

Szkoła podstawowa w Sobieszynie.

Staw na Brzozowej - kąpielisko.

Pałac Hrabiego Kajetana Kickiego od strony południowej.

Budynki rolniczej stacji doświadczalnej.

Praca w polu w tle czworaki dworskie lata 40-ste.

Komentarze (są widoczne po zaakceptowaniu przez administratora)

dnia 13.04.2010 o godzinie 14.36 z IP=***.***.***.***
A napisał(a):

A ja stęskniona wiecznie za mą wsią rodzinną... Dzisiaj szczęśliwa, bo dusząc się w miejskim blokowisku, odnalazłam tę stronę i widzę, że w kierunku Sobieszyna płynie wiele ciepłych myśli. Dla mnie ta wieś to azyl, tu zawsze czuję się ,,u siebie". Nic tak nie koi jak bociani klekot, wieczorne odgłosy ze stawów, wzajemne pozdrowienia, rozmowy mieszkańców i atmosfera naszego kościoła. Mimo że nie mieszkam w Sobieszynie od lat, czuję, że tam jest mój dom, moje miejsce. Smutkiem tylko napawa widok pałacu, ale głęboko wierzę, że znajdzie się ktoś, kto wskrzesi piękno tego budynku. Pozdrawiam gorąco księdza Czarnotę, który swą nieprzeciętną osobowością, troską o to ukochane miejsce ( i dialogami prowadzonymi z parafianami w kościele) zyskał sympatię mojej rodziny i znajomych. Pozdrawiam serdecznie wszystkich mieszkańców.

dnia 13.04.2010 o godzinie 21.09 z IP=***.***.***.***
Ula, Ela i Karol napisał(a):

Wybieramy się (3 osoby) podczas weekendu majowego na wycieczkę rowerową. Planujemy pierwszego dnia przejechac trasę z Międzyrzeca Podl. do Sobieszyna. Będzie to trochę podróż sentymentalna, gdyż jedna z osób uczestniczących w wyprawie została ochrzczona w sobieszyńskim kościele, kiedy proboszczem był ks. Henryk Wierzejski. Od tej pory nie było sposobności, aby to miejsce odwiedzić. Jesteśmy na etapie przygotowań, ale okazuje się, iż znalezienie miejsca noclegowego ( np. gospodarstwa agroturystycznego) jest chyba w tej okolicy niemożliwe. Czy ktoś mógłby podpowiedzieć, gdzie można szukać kwatery lub gdzie można by było rozbić namiot?
Gdyby ktoś zechciał nam pomóc, będziemy wdzięczni. proszę o kontakt ula99@wp.pl

dnia 15.06.2010 o godzinie 8.43 z IP=***.***.***.***
ktoś tam napisał(a):

Wczoraj przyjechali do nas Duńcxzycy. Są jacyś dziwni :)

dnia 18.06.2010 o godzinie 19.04 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Tu się urodziłem. Chrzcił mnie ks. A. Zalski jeszcze przed drugą wojną. Tu byłem w pierwszej komunii. To moja wieś rodzinna. Niebyło elektryczności, a organy musiały grać. Jako mali chłopcy pomagaliśmy kościelnemu kalikować. wyżej na wieży mieszkała sowa, nie bała się. Otwierała jedno oko i przyglądała się nam. Zaglądaliśmy też przez okienko do krypty. Stały tam trumny fundatorów. Kosciół stoi na górze modrzewiowej, skąd ta nazwa. O szkole innym razem.

dnia 21.06.2010 o godzinie 15.46 z IP=***.***.***.***
kasia z burca napisał(a):

Potrzebuję skontaktować sie z ks. Krzysiem ale stacjonarny numer milczy czy został zmieniony?

dnia 25.06.2010 o godzinie 16.46 z IP=***.***.***.***
? napisał(a):

Niech Pani dzwoni na komórkę.

dnia 26.06.2010 o godzinie 18.30 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Do szkoły w Sobieszynie chodziły dzieci z okolicznych wsi. Najdalej z Blizocina i Wólki. Nikt dzieci nie woził.Większość dzieci chodziło boso. Takie były czasy. Żeby się nie spóźnić, brało się trajdynek i było szybciej. Po wojnie do pierwszej klasy chodziły dzieci o kilka lat starsze, bo za okupacji nie były posyłane do szkoły. Najgorzej było w zimie. W klasach stały piece. Zdarzało się, źe zamarzał atrament w kałamarzach . Nie było elekryczności, tylko lampy naftowe. Wspomnę o cmentarzu, bo to blisko.Cmentarz ogrodzony był parkanem z kamieni polnych. Niemcy parkan rozebrali i utwardzili szosę Dęblin-Kock. Jest kilka starych nagrobków. Są to granitowe obeliska, lub żeliwne krzyże i tablczki. Następnym razem pojedziemy na Brzozowę. Pytanie? Co to jest trajdynek.

dnia 03.07.2010 o godzinie 21.31 z IP=***.***.***.***
Śląząk napisał(a):

Po 50 latach jedziemy aleją klonową na Brzozowę, trochę wąsko, akurat dla rowerów.Brzozowa pięknie położona, tylko jakoś tu smutno, cicho, brak gwaru uczni. Budynków, które kiedyś stały już niema. Są nowe brzydkie, architekci nie zadali sobie wiele trudu.W dół ku stawom stały domy drewniane i studnia z wiadrami z drzewa. Skrajem lasu,aż do czerwonych dębów rosły morwy.Pod dębami stał czasem tabor cygański.Cyganie urządzali tam wesela.W kierunku Zosina była droga osadzona wiśniami.Natomiast na wschód,aż do lasu rosły czereśnie. Po zejściu w dół, skrajem lasu, jest aleja lipowa. Dokąd prowadziła? Te lipy to pomniki przyrody,zaniedbane. Obok była kiedyś cegielnia. Stały 2 długie szopy, kryte trzciną, konne mieszadło do gliny, piec do wypalania cegły, budynki gospodarcze.Cegielnię zlikwidowano. Obecnie jest w gliniankach wysypisko śmieci. Cegłę wypalano drzewem. Następnym razem pojedziemy nad stawami.

dnia 04.07.2010 o godzinie 19.53 z IP=***.***.***.***
Ktoś napisał(a):

dnia 4.07.2010o godzinie 19 28 napisała Gosia.Serdecznie witam wszystkich którym bliski jest Sobieszyn i kościół.Nasz ksiądz proboszcz Krzysztof jest wspaniałym człowiekiem i dobrym gospodarzem parafii.Chciałby uratować nasz kościół i plebanię od zniszczenia.Potrzebuje wsparcia duchowego i finansowego.Jako parafianka zwracam się z prośbą do wszystkich którzy mogliby pomóc finansowo o wsparcie podjętego zadania.Konieczna jest naprawa wieży której koszt wyniesie 100000zł.

dnia 07.07.2010 o godzinie 20.49 z IP=***.***.***.***
ja napisał(a):

Jako wieloletnia mieszkanka tej parafii sądzę, że dopiero teraz zaczyna coś się tu dziać. Wspólnymi siłami napewno uda nam się uratować to co jest tu najważniejsze-Dom Boży. Wesprzyjmy duchowo i finansowo nasz kościół. Pozdrawiam naszego księdza proboszcza i wszystkich zatroskanych o naszą światynie i plebanię.

dnia 10.07.2010 o godzinie 21.57 z IP=***.***.***.***
Parafianka.;) napisał(a):

Pozdrawiam wszystkich parafian i naszego księdza proboszcza. Z troska patrzę na nasz kościół i plebanię. Doceniam działania podjęte w związku z ich odbudową i renowacją. Łącze się w modlitwie z wszystkimi, którzy dbają o te zabytkowe piękne miejsca. Wierzę, że wspólnymi siłam uda nam się zdziałać wiele.

dnia 11.07.2010 o godzinie 15.16 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Świnka, mała rzeczka, a ile robiła dobrego. Na Kani zasilała stawy i napędzała młyn. Mąka z tego młyna była b.dobrej jakośći. Nie remontowany zniknie z krajobrazu. Dalej Świnka wpływała do dzikiego stawu na Brzozowie. W stawie okoliczni gospodarze moczyli len i czasem pławili konie. Pod lasem była drewniana śluza przelewowa, następnie przepusty do napełniania stawów i kanał, zwany czarną rzeką. Czarna rzeka miała w lesie 2 śluzy z dębowego drzewa, lewą przelewową i prawą zasilającą tartak i zimochowy. Tartak miał 2 turbiny, dużą do rżnięcia drzewa i małą napędzającą prądnicę. Zimochowy były oświetlone. Hodowano też lisy w klatkach. Pod śluzami było pełno raków.W lewej duże brązowe, a w prawej mniejsze niebieskie. Woda była bardzo czysta. Kobiety prały w rzece pranie. Obecnie niema tartaku, śluzy są betonowe, brak uroku. Następnie incydent z 1947r.

dnia 13.07.2010 o godzinie 20.31 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Trajdynek, to nazwa wymyślona przez dzieci, dla kółka. Najczęściej fajerki z blachy kuchennej i kawałka drutu, odpowiednio zagiętego. Rzadziej, felgi koła rowerowego i kawałka patyka, za którym się biegło utrzymując to kółko w pionie. Zabawka popularna w czasach powojennych.

dnia 20.07.2010 o godzinie 20.38 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Rok 1947 wakacje. Jestem u pana Lesiaka, opiekował on się stawami na Wólce. Nagle rozległa się seria strzałów, a następnie kilka pojedynczych i słowa p.Lesiaka ,,ojej znowu". Poszliśmy zobaczyć. Na drodze stały 3 kryte samochody i wsiadający do nich żołnierze. Po pewnym czasie spotkałem p.Lesiaka jak robił krzyż, mówiąc ,, to dla tych, co tutaj leżą". Krzyż stał po prawej stronie, jadąc z Wólki do skrzyżowania z drogą do Kocka, jakieś 20-30m od leśnej drogi, obecnie ze szlabanem. Był bardzo solidny. Jak długo stał, trudno powiedzieć. Samochody przyjeżdżały 3 lub4 krotnie i zawsze były strzały. Jedziemy do Sobieszyna.

dnia 29.07.2010 o godzinie 21.57 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Mijamy Stację Doswiadczalną. Stoi jeszcze budynek laboratorium. Kiedyś były tu poletka doświadczalne. Dojeżdżamy do Sobieszyna. Po lewej stronie gęste zarośla, brano tutaj glinę na klepiska. W kierunku Blizocina był piękny sad, dalej pola objęte niesłuszną parcelacją. Najlepiej dzieli się cudze, a w dodatku hrabiowskie. Jedziemy do pałacyku. Resztki ogrodzenia obok bramy wjazdowej, dalej był gazon wysypany tłuczoną cegłą. Teraz wszystko zarosło krzakami i chwastami. Pałac potrzebuje natychmiastowej pomocy. Tutaj widać jak hrabia Kicki pomylił się. Wierzył w uczciwość zarządzających fundacją. Fundacja,to nie sam pałac, ale również pola, lasy, stawy,cegielnia,tartak i młyny. Powinny być robione odpisy z zysku na rzecz fundacji. Następnie, przejedziemy przez Sobieszyn.

dnia 07.08.2010 o godzinie 18.37 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Sobieszyn-wieś typowo rolnicza. Brak miejsc pracy, Młodzież wyjeżdża szukając lepszego życia. Niektórzy budują tu domy i wracają, już jako emeryci.Też dobrze. Powtarzające się nazwiska miały przydomki. Centrum-była tu piekarnia, chleb był znakomity, sklep, remiza,a po drugiej stronie drogi sala i pózniej bar. Wydarzeniem było kino objazdowe. Droga w prawo do t.zw. choinek, była tu gromadzka piaskownia, później, kółko rolnicze. Dalej Ławeczne i olejarnia. Tłoczono olej, przeważnie lniany. Na północnym stoku góry zbieraliśny dorodne rydze, a zimą była ślizgawka. I znów dojechaliśmy do kościoła. Może hrabia Kicki przeczuwał, że fundacja upadnie i dlatego złożył swe szczątki doczesne w krypcie kościoła, wiedząc, że kościół będzie istniał zawsze. Przyłączam się do apelu parafianek wspomóżmy remont kościoła. Sobieszyniacy gdziekolwiek jesteście, pamiętajcie, że jest takie miejsce, które darzymy szczególnym sentymentem.

dnia 26.08.2010 o godzinie 20.13 z IP=***.***.***.***
parafianka napisał(a):

Cześć. Co u was słychać? Jak żyjecie? Co nowego się dzieje w naszej parafi? Proszę piszcie!

dnia 31.08.2010 o godzinie 23.01 z IP=***.***.***.***
wojtek napisał(a):

W naszej Parafii normalnie szok!
Ludzie się budzą ze "snów"... Zaczynają coś dawać z serca... Pomagają przy pracach... A nasz Ks. Proboszcz tylko dziękuje i z pogodą ducha zaskakuje nowymi pomysłami... Skąd to wszystko mu tak przychodzi?
Dach na plebanii wygląda jak nowy - pięknie!
A teraz czekamy na rozpoczęcie prac przy wieży kościelnej...
Sobieszyniacy! gdziekolwiek jesteście, łączcie się!

dnia 03.09.2010 o godzinie 21.12 z IP=***.***.***.***
wiktor22 napisał(a):

Pozdrawiam Sobieszyniaków!
Pozdrawiam Ks. Proboszcza i życzę wytrwałości. Cieszę się osiągnięciami, ale też przestrzegam, bo znam tych ludzi... Wielu jest z serca... Są też jednak i tacy, o których trudno pisać... Są środowiska plotkarskie, które lubują się w w zbieraniu i powtarzamiu wieści a jeśli nie są faktami, to potrafią nawet powymyślać fakty...
Niestety to dotyczyło także księży proboszczów...
Uwaga na środowisko "brzozowskie"...
Zapewniam o swojej pomocy w dziele renowacji...
Ale też chcę wiedzieć o innych sprawach w Sobieszynie...
Bo Sobieszyn to nie tylko kościół...
Napiszcie proszę dla starszego sympatyka tego miejsca...

dnia 04.09.2010 o godzinie 21.58 z IP=***.***.***.***
Wi napisał(a):

Witam,
Wiktorze niebawem pojawi się dłuższy tekst... dla "nieco starszego sympatyka tego miejsca":-). Pozdrowienia z Sanoka dla wszystkich mieszkańców Sobieszyna i okolic.

dnia 08.09.2010 o godzinie 20.38 z IP=***.***.***.***
9 napisał(a):

Pozdrowienia dla wszystkich z parafi sobieszyn i zaprzyjaźnionych z nią. Proszę o więcej informacji o nowościach dotyczących renowacji naszego kościoła i plebani.
P.S. Na Brzozową żeczywiście trzeba uważać.

dnia 12.09.2010 o godzinie 12.05 z IP=***.***.***.***
Gw napisał(a):

Patrzę, czytam.. Wszystko pięknie: Kościół, pałac, szkoły, okolice,ludzie, wspomnienia... Sobieszyn. Sobieszyn, serce powinno się ożywić na brzmienie tego słowa, bo to część naszego "ja". To nasza troska i powinność. Nie powinno być między nam, sobieszyniakami, konkurencji. Powinna być jedność. Przyszedł do nas obcy człowiek, Ksiądz Proboszcz i zobaczcie jak nas pokochał przez rok, pomimo tego, że nie jesteśmy doskonali... Pokochał, ponieważ mówi nie tylko o tym, co piękne, ale przede wszystkim o tym, co boli. Troszczy się o wszystko dookoła, a obecnie jego troską jest nasz przepiękny Kościół. Przecież "nie zabierze na plecy wieży kościelnej i
nie przeniesie w inne miejsce na ziemi". To nasze dziedzictwo, pomóżmy sobie wzajemnie w tym , jakże trudnym dziele. Zadbajmy o to co nam powierzyli ojcowie nasi, pielęgnujmy miłość do tego miejsca i nie konkurujmy ze sobą. Pora poskromić własne "ego", choć to nie łatwe. Wiem coś o tym. A Wy?
Pozdrawiam serdecznie i wierzę, że RAZEM damy radę.

dnia 12.09.2010 o godzinie 13.05 z IP=***.***.***.***
Bogusław i Antoni Wit. (Jasło/Sanok) napisał(a):

My z bratem urodziliśmy się w Sobieszynie (1932 i 1937r).
Ojciec nasz pracował w majątku Hrabiego K. Kickiego jako kowal – mechanik. Jego kuźnia stała koło dużego stawu (kajdanicha). Ojciec obsługiwał również tartak na Wólce i pomagał w rolniczej stacji doświadczalnej. Z rodziną mieszkaliśmy w budynku dawnej poczty. Do szkoły chodziliśmy gdy kierownikiem był M. Freliga a religii uczył nas ksiądz Zalski. Czasy w jakich żyliśmy były dość ciężkie (okupacja, PRL) ale zawsze miło je wspominamy. Pamiętamy naszych kolegów, z którymi obiegaliśmy lasy, pola i łąki nad Świnką i Wieprzem. Pamiętamy kąpiele w stawach, najczęściej w stawie nr.9 gdzie latem przesiadywaliśmy godzinami. Z tamtych lat pamiętamy prawie wszystkich mieszkańców zamieszkujących dworskie czworaki. Dziś stoją one puste, zastygłe w ciszy – smutne. Pałac Hrabiego Kajetana również niszczeje tak jak i inne zabudowania dworskie. Odzwierciedleniem naszego życia i wspomnień z przeszłych lat jest piosenka, którą niegdyś zasłyszałem i może dobrze nie pamiętam...

„Nie wróci już beztroski czar dziecinnych lat,
nie wróci już zaczarowany świat.
Lecz raz po raz powracam myślą do tych dni,
kraj dawnych lat po nocach mi się śni.”

Często z bratem odwiedzamy naszą rodzinną wieś by podziwiać widoki i wędrować ścieżkami naszej młodości wspominając ludzi nam bliskich, którzy tworzyli historię tego regionu.

Kończąc ślemy gorące, braterskie pozdrowienia dla wszystkich Sobieszyniaków gdziekolwiek są.

dnia 14.09.2010 o godzinie 9.27 z IP=***.***.***.***
Wiktor22 napisał(a):

Panwie, Bogusławie i Antoni!
Bardzo dziękuję za piękne wspominienia, bo z biegiem czasu na życie i ojcowe strony patrzy się innym okiem...
Takie wspomnienia przywołują to, co było piękne.

dnia 25.09.2010 o godzinie 20.44 z IP=***.***.***.***
^^^ napisał(a):

Zapraszam na dożynki gminne.
26 września od 14.00 w Sobieszynie.

dnia 01.11.2010 o godzinie 11.41 z IP=***.***.***.***
Ktoś napisał(a):

Wielkie uznanie i podziękowania dla Ks. Proboszcza za to że potrafił nas wszystkich zmobilizować do uporządkowania naszego cmentarza, grobów naszych bliskich znajomych i za to że zmienia nasze zachowania, ucząc nas, że modlitwa jest dobrem na wszystko. Podziękowania za te wszystkie prace, by nasz Kościół był naprawdę piękny a teren wokół niego nie straszył bałaganem. Zyczę Ks. Proboszczowi wytrwałości, zdrowia i siły w realizowaniu zamierzeń, żeby
źli ludzie nie przeszkadzali mu w wypełnianiu wszelkich działań i aby znalazł jak najwięcej wsparcia i życzliwości. Parafianka

dnia 01.11.2010 o godzinie 11.54 z IP=***.***.***.***
Mieszkanka Parafii Sobieszyn napisał(a):

Na tej stronie pragnę wyrazić wdzięczność naszym Strażakom. To oni pomagają w ciężkich chwilach - w czasie pożaru,klęsk zywiołowych. Ale to także oni zawsze są w kościele , w czsie wszystkich uroczystości i kiedy potrzebne są ręce do pracy. To nasi wspaniali Strażacy powinni być wzorem do naśladowania dla młode pokolenia. Słowa uznania dla p. Szczepańskiego, że tworzy młodzieżowe drużyny strażackie i uczy młodych ludzi poświęcenia, odwagi, pracowitości. Wszystkiego co najlepsze dla naszych strażaków.

dnia 01.11.2010 o godzinie 18.30 z IP=***.***.***.***
Sobieszynianka z wyboru napisał(a):

Miło jest słyszeć,że tyle dobrego dzieje się w Sobieszynie.To wspaniałe,mające ogromny potencjał miejsce.Może gdyby władze brały przykład z naszego Proboszcza to szybciej następowałyby zmiany...Proszę pomyśleć o tym w czasie wyborów samorządowych....To my decydujemy,czy coś się zmieni...

dnia 02.11.2010 o godzinie 15.07 z IP=***.***.***.***
znajamy napisał(a):

dziekuje ks.proboszczowi i wczoraj pokazali strarzacy z sobieszyna ze zawsze sam wszendzie ładnie sie prezentowali pilnowaniu porzodku 1.listopada nieto co jne jednostki[... pozdrawiam

dnia 20.11.2010 o godzinie 14.33 z IP=***.***.***.***
Daniel Kicki napisał(a):

Witam was wszystkich serdecznie!!!
Mam do wszystkich Sobieszyniaków prośbę!!!
Czy ktos jest w posiadaniu starych zdięc sobieszyna?tzn.
Dworu ,Kościoła okolicy z przed II wojny światowej?lub jeszcze wcześniej!!!Od jakis czterech lat systematycznie odwiedzam Sobieszyn!
Jestem zainteresowany Dworem po przodku Kajetanie.Ale niestety na to potrzeba jeszcze trochę czasu.
Może ktoś jest w posiadaniu portretu?Kajetana?chciałbym tylko zobaczyć jak wyglądał!!!
Bardzo proszę o zdięcia jak najstarsze!Z góry dziękuje za pomoc!Pochodzę od Kajetana ojca brata!!_Franciszka!
mój mail;oleander5@op.pl
tel;692629317
serdecznie pozdrawiam
z poważaniem
Daniel Kicki

dnia 28.11.2010 o godzinie 10.18 z IP=***.***.***.***
jaś napisał(a):

z ciekawosci zajrzałem tu i widze że ksiądz krzysztof nadal robi wiele dobrego.w porzedniej parafi neple jak na jej skromne mozliwosci wykonał niesamowicie duzo pracy.docenia się to tymbardziej ze robi to nie dla siebie bo wkłada tyle serca i potem musi to zostawić i w nowe miejsce jest posłany.

dnia 29.11.2010 o godzinie 23.09 z IP=***.***.***.***
Wi napisał(a):

Często wracamy do wioski, naszej małej ojczyzny,
ziemi naszego rodzenia, miejsca azylu i ukojenia.
Kiedy na nowo oglądamy znane widoki i słyszymy ptaków brzmienia, wracają do nas dawne wspomnienia.
Wspominamy ludzi, ich życie, trud pracy i dawnych lat zdarzenia.

W roku 1939 nastała okupacja. W pałacu K. Kickiego stacjonowało wojsko niemieckie. Był to oddział Luftwaffe - lotnicy którzy ćwiczyli na lotnisku w Podlodowie i stamtąd odbywali loty bojowe na wschód. Sztab lotniska znajdował się w pałacu Hrabiego Meiznera. Władze nad dworem i całym majątkiem w Sobieszynie objął zarządca niemiecki Leiter o imieniu Arnold. Władzę swą sprawował ostro i rygorystycznie. Osobiście kontrolował prace robotników we dworze i na polach. W tym czasie pełnił służbę jeszcze jeden ideowiec hitlerowski o nazwisku Szymbor. Człowiek ten również wyróżniał się dużym okrucieństwem i budził strach wśród ludzi. Bywało, że gdy ktoś zapomniał powiedzieć mu dzień dobry był karany. Doświadczył tego mój brat Bogusław, który został spoliczkowany rękawiczkami. Szymbor spędzał ludzi z wioski i organizował roboty przymusowe. Zdarzyło się, że jeden z młodych ludzi zatrudniony przy budowie chlewni nie stawił się do pracy. Za to przewinienie Szymbor wywiózł go zaprzęgiem konnym do lasu i tam zastrzelił. Tak jak w całej Polsce tak również w Sobieszynie i okolicach prześladowano w szczególny sposób Żydów. Niemcy organizowali łapanki i właśnie w czasie jednej z nich zabity został młody chłopak, stało się to za kuźnią obok stawu Kajdanicha. Drugi podobny przypadek to śmierć młodej żydówki z dzieckiem, którą Niemcy wyprowadzili na koniec ogrodu i tam, pod drewnianym płotem zastrzelili. Oficer, który wykonał egzekucję przyjechał specjalnie w tym celu prawdopodobnie z Dęblina. Kobieta zginęła tuląc dziecko do piersi. Fornale z dworu pochowali oboje w miejscu ich śmierci. Dziś nie ma już tego ogrodu i śladu po mogile, została tylko pamięć tego zdarzenia.
Pewnego razu Arnold wracał z inspekcji pobliskich pól. Na drodze przy zagajniku (nazywanym piaski) zatrzymał dwóch młodych rowerzystów. Zażądał okazania dowodów osobistych. Jeden z nich zamiast dokumentów wyciągnął pistolet, oddał kilka strzałów i Niemiec padł martwy. Rowerzyści, którzy okazali się partyzantami, odjechali piaszczystą drogą przy ogrodzie w kierunku żebraczej góry. Wypadek ten miał miejsce w odległości około 100 metrów od dworu, w którym było wielu żołnierzy niemieckich. Zorganizowany pościg nie przyniósł efektu.

Pamiętam również katastrofę niemieckiego samolotu typu Junkers, który rozbił się przy skrzyżowaniu dróg, około 1000 metrów od dworu. Osobiście widziałem palące się szczątki wraku. Załoga zginęła na miejscu. O ile dobrze pamiętam było to na polu gospodarza z Sobieszyna Pana Sykuta.

Serdecznie i gorąco pozdrawiamy mieszkańców naszej małej ojczyzny a w szczególności: Franciszka Grzechnika, Stanisława Makucha, Stefana Cebulę, Wacława Naczasa, Henryka Gałązkę, Mariana Zaborowskiego (Sobieszyńskiego Ślązaka;-) ), Krystynę Sandacz, Pana Wiktora22, Pana Daniela Kickiego oraz księdza parafii Sobieszyn.

Pozdrawiamy również twórców / administratorów strony dwa rowery. Dziękujemy Wam za możliwość dzielenia się naszymi wspomnieniami. Życzymy zdrowia i żeby Wasze rowery były zawsze sprawne.

Bracia Antoni i Bogusław Witkiewicz.

dnia 01.12.2010 o godzinie 9.20 z IP=***.***.***.***
Ksiądz Proboszcz napisał(a):

Dziękuję Panom Antoniemu i Bogusławowi za pozdrowienia

dnia 11.12.2010 o godzinie 21.22 z IP=***.***.***.***
Daniel Kicki napisał(a):

Dziękuje serdecznie za pozdrowienia.od Pana Antoniego i Bogusława Witkiewicz.
Śle również pozdrowienia z podziękowaniami za troskę o kościół powstały z woli mojego przodka Kajetana.
Księdzu Proboszczowi
Mieliśmy okazje się spotkać w tym roku.
Przy okazji pozdrawiam wszystkich Sobieszyniaków.

dnia 08.01.2011 o godzinie 14.54 z IP=***.***.***.***
tumiesz napisał(a):

Do Pana Sławka Czarneckiego z Gdańska,Pana wypowiedź z dnia 17.10.2008r jest nie prawdą, że to Jan 3 Sobieski przyczynił się do upadku Polski.
Polska na mapie przestała istnieć za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego,który był ostatnim Królem Polski {lata jego panowania 1764-95r}
Wracając do Sobieskiego był :1656r chorążym wielki koronny,1665r marszałek wielki koronny, 1666r hetman polny koronny,1668-74 hetman wielki koronny,Król Polski od 1674r. Wybitny wódz,taktyk i organizator armii, wystarczy wspomnieć "odsiecz wiedeńską" 1683r pod Wiedniem.
Dążył do wzmocnienia władzy, co spowodowało wzrost opozycji magnackiej.
Wystarczy choć trochę znać historię Polski.
Pozdrawiam!

dnia 16.01.2011 o godzinie 20.41 z IP=***.***.***.***
Antoni Wit napisał(a):

Ciąg dalszy wpisu z dnia 29.11.2010


W ostatnim okresie okupacji majątkiem w Sobieszynie administrował Wilusz. Niemiec ten w przeciwieństwie do poprzedników był bardziej ludzki. Kiedy front zbliżał się do granic Polski Niemcy zmuszeni byli uciekać na zachód.

Po ich wyjeździe zjawili się Rosjanie. Rozlokowali się w pałacu i oficynach, kwaterowali także w mieszkaniach prywatnych, również u nas (dwie Rosjanki - sanitariuszki). Żołnierze Ci zazwyczaj byli weseli, lubili się bawić, tańczyć i śpiewać. Jednak czasami, gdy pod wpływem alkoholu, dochodziło między nimi do sprzeczek niebezpiecznie było zostawać w pobliżu.
W czasie ich obecności oglądaliśmy pierwsze filmy - były to kroniki wyświetlane w prowizorycznym kinie czyli szopie koło kuźni. Obecność Rosjan trwała krótko.

Po ich wyjeździe pozostało sporo sprzętu, między innymi: wraki samolotów (tych najwięcej było w okolicy lotniska w Podlodowie), rozbite pojazdy, auta, pociski, amunicja a niekiedy zdarzało się znajdować broń. Czasami z kolegami chodziliśmy penetrować miejsca, w których pozostały te „wojenne pamiątki” - była to dla nas jedna z niewielu atrakcji w tamtych czasach. Starsi koledzy wykorzystywali materiały wybuchowe do ogłuszania (łowienia) ryb. Zdarzyło się, że w wyniku tego rodzaju „połowu” doszło do tragedii.

Powoli rodziła się nowa rzeczywistość, nastały inne czasy… ale o tym (jeśli administrator strony pozwoli) napiszę następnym razem.

Pozdrawiam serdecznie czytelników i życzę wszystkiego dobrego w nowym 2011 roku.

dnia 27.01.2011 o godzinie 14.00 z IP=***.***.***.***
B.S napisał(a):

Podlodów to teraz dziura.Nic tu nie ma.Pałac stoi ruiną lotniska niema są tam teraz pola uprawne,niema też wojska teraz tam jest
ośrodek dla bezdomnych

dnia 05.02.2011 o godzinie 6.36 z IP=***.***.***.***
Wieslaw Wojtas napisał(a):

Mieszkam ok 30 lat w NY-USA W kosciele w Sobieszynie bylem ostatnio rok temu. Urodzilem sie w Grabowcach Dolnych a moi rodzice i przodkowie spoczywaja na miejscowym cmetarzu Mialem okazje kilka lat temu ogladac NASZE STRONY z lotu ptaka sa poprostu piekne. Pozdrawiam wszystkich serdecznie

dnia 05.02.2011 o godzinie 19.27 z IP=***.***.***.***
Ktoś napisał(a):

W 1945 skończyła się wojna i we wrześniu zaczął się nowy rok szkolny. Dzieci było bardzo dużo, klasy liczne a grono nauczycielskie skromne. W początkowym okresie było ciężko, brakowało podstawowego wyposażenia sal, przyborów szkolnych a w szczególności książek do nauki. Dzięki zaangażowaniu naszych nauczycieli i opiekunów trudności te były pokonywane i w miarę upływu czasu było coraz lepiej.
W tamtych czasach w szkole pracowali, uczyli i wychowywali nas miedzy innymi: Pan Kierownik M. Freliga, Pani Czarnota, Grabowska, Kłosowska, Zatorska, Maciaszczyk oraz Pan Doliński i Ksiądz Zalski. Mimo iż od tego czasu minęło już wiele lat ludzi tych mamy w pamięci.
W dalszych latach gdy szkoła „okrzepła” i warunki się poprawiły organizowane były wycieczki np.: do Warszawy (jeszcze wtedy nieodbudowanej), Krakowa, Zakopanego, Paczkowa (Góry Stołowe), Kazimierza. Szczególnie pamiętamy pieszą wyprawę do Woli Gułowskiej. Była to wycieczka dwudniowa z noclegiem w wiejskiej szkole. Wspaniale było wędrować dużą gromadą przez lasy łąki i wioski. W Woli Gułowskiej zwiedzaliśmy klasztor Karmelitów i inne zabytkowe obiekty. Była to dla nas duża atrakcja i niezapomniane przeżycie.

W szkole zaczęła się odradzać organizacja harcerska ZHP. Działo się to głównie dzięki drużynowemu Jackowi Grabowskiemu, który w swej działalności nawiązywał do przedwojennego skautingu. Obowiązywało to samo prawo harcerskie i przyświecały te same ideały (Bóg, Honor i Ojczyzna). Idee te wyraża pieśń – modlitwa śpiewana często przy ogniskach:

O Panie Boże, Ojcze nasz,
W opiece Swej nas miej!
Harcerskich serc
Ty drgnienia znasz,
Nam pomóc zawsze chciej!
Wszak Ciebie i Ojczyznę
Miłując chcemy żyć,
Harcerskim prawom w życia dniach
Wiernymi zawsze być…

Druga Sobieszyńska szkoła średnia w Brzozowej bardzo pozytywnie oddziaływała na okoliczną młodzież. Na jej terenie często były organizowane różne imprezy między innymi artystyczne, sportowe (lekkoatletyczne), wyścigi rowerowe, pokazy siłowe, itp. Właśnie podczas jednej z takich imprez usłyszałem po raz pierwszy pieśń patriotyczną czerwone maki pod Monte Casino. Pamiętam ten fakt ze względu na wspaniałe wykonanie młodej dziewczyny. Na te występy bardzo licznie przychodzili ludzie z pobliskich okolic, najczęściej była to młodzież i dzieci.

Lata płyną świat się kręci,
tom napisał z mej pamięci.
By tych ludzi dawnych dat,
nie zapomniał dzisiaj świat.

Pozdrawiamy serdecznie i gorąco obie wspomniane szkoły, wszystkie dzieci i nauczycieli.
Pozdrowienia te ślą: Bracia Wit i „Ślązak”, który jest współautorem powyższych wspomnień.

dnia 27.03.2011 o godzinie 20.53 z IP=***.***.***.***
Antoni napisał(a):

Wspomnienia lat 1947 - 1952

W tamtych czasach w Sobieszynie i okolicach działo się wiele ciekawych rzeczy. We dworze pracowało dużo ludzi. Latem na polach, w ogrodzie i na stawach widać było pracujące osoby. Wzmożony ruch panował szczególnie jesienią. W tamtym okresie zaczął swą „służbę” pierwszy ciągnik typu Ursus. Był on używany do prac polowych, transportu i przewozu ludzi.

W miesiącach letnich do majątku często przyjeżdżali z Warszawy ówcześni dygnitarze z MON. Byli to starsi oficerowie często i generałowie, którzy na stawach organizowali polowania na kaczki.

W niedziele w czasie wolnym dziewczęta i chłopcy odpoczywali nad Wieprzem na plaży za „więzikiem” lub kąpali się w stawie za pałacem. Przyjemnie też było pływać łódką po kajdanisze. Wieczorami odbywały się zabawy taneczne w świetlicy byłej mleczarni. W tym samym lokalu jak również w drewnianej remizie strażackiej oglądaliśmy filmy kina objazdowego.

W Podlodowie i Ułężu na nowo ożyły lotniska. Od tej pory przez długie lata latały samoloty z szachownicami na skrzydłach. Z zainteresowaniem oglądaliśmy akrobacje lotnicze i skoki spadochronowe. Często pod koniec tygodnia dużą gromadą chodziliśmy na filmy do Podlodowa. Seanse wyświetlane były dla pilotów i odbywały się w parku koło pałacu. W tamtych latach wśród nas rodziło się zainteresowanie lotnictwem. Czytaliśmy czasopisma „Skrzydła i Motor”, „Skrzydlata Polska” oraz książki o tematyce lotniczej. Owocem tego zamiłowania było to że kilku Sobieszyniaków skończyło szkołę oficerską i zostało pilotami. Między innymi mój kolega ze szkolnej ławy „Ślązak” oraz dwóch moich braci. Kilku innych kolegów zostało mechanikami lotniczymi i pracowało na lotnisku w Dęblinie.

W czasie wakacji do Sobieszyna zjeżdżały wielkie rzesze uczniów na kolonie letnie. Byli oni rozlokowani w szkołach i raz w pałacu a w Brzozowie również w dużych namiotach. Czasami chodziliśmy do nich na ogniska i przedstawienia. Bywało ciekawie i wesoło. Uczniowie i harcerze, którzy przyjeżdżali w nasze strony mieli wspaniałe warunki do zabawy i wypoczynku, szczególnie w pięknej okolicy stawów Brzozowa. Tam najczęściej przesiadywali w słoneczne dni i zażywali kąpieli. Tak bywało w tamtych czasach – ogólnie biorąc naszą wieś tamtych lat można by określić słowami poety: „Wsi spokojna, wsi wesoła…”

Kiedy po latach spoglądam na rodzinne strony widzę krajobraz niby ten sam, sprzed lat. W górze nadal latają bociany, jak dawniej śpiewają ptaki a w stawie tęsknie zawodzą kumaki. Zdać by się mogło, że nic się nie zmienia… no może parę starych drzew ubyło. Więkowy „więzik” znad rzeki upadł już i z wolna ubywa też nas. Ludzie się starzeją, płynie czas… i tak odchodzą pokolenia.

Nasze życie, jak kwiaty i barwne motyle.
Jak one ulotne, kruche, trwa tylko chwilę.

Z krainy Bieszczad serdeczne i gorące pozdrowienia ślę dla: Franciszka Grzechnika, Henryka Gałązki, Stanisława Makucha, Władysława Malinowskiego, Stefana Cebuli, Józefa Cebuli, Krystyny Sandacz, Wacława Naczasa, „Ślązaka”, Pana Wiktora, Pana Dawida Kickiego, Panią A. z wpisu IP=***.***.***.***, Księdza Parafii Sobieszyn Krzysztofa Czarnoty i administratorów powyższej strony.

dnia 17.05.2011 o godzinie 19.43 z IP=***.***.***.***
Wit napisał(a):

Moje dalsze wspomnienia 1952-1954

Z upływem lat w Sobieszynie ubywało młodzieży. Wiele osób migrowało do miast w poszukiwaniu pracy, część odchodziła do wojska a jeszcze inni wyjeżdżali do szkół. Ci którzy pozostali pracowali w gospodarstwie rolnym.

W 1952 roku pod koniec czerwca nasz rocznik skończył naukę w szkole podstawowej, nadeszła pora aby zacząć naukę zawodu. Ja i kilku moich kolegów zostaliśmy przyjęci do zawodowej szkoły w Szczecinie. Zamieszkaliśmy w internacie, z okien którego widać było jezioro Dąbie. Widok ten przypominał nam stawy w Sobieszynie. W pierwszych miesiącach pobytu w nowej szkole trochę tęskniliśmy do rodzinnych stron. Z czasem poznaliśmy nowych kolegów i nawiązaliśmy przyjaźnie. Po upływie dziesięciu miesięcy nauki nadeszły oczekiwane wakacje 1953 roku.

Na powrót znaleźliśmy się w Sobieszynie gdzie wspólnie spędzaliśmy wolny czas. Jak dawniej kąpaliśmy się w stawach, pływali „krypą” i spacerowali po dobrze znanych zakątkach. Wakacje te upływały w wesołej i miłej atmosferze ale to co dobre szybko mija i nadszedł czas powrotu do szkół.

Na stację w Rykach wyruszyliśmy furmanką z dworu, było nas około 10 osób. Jechaliśmy w gwiaździstą piękną noc a księżyc w pełni dodawał uroku naszej podróży. Jadąc całą drogę śpiewaliśmy między innymi „…upływa szybko życie jak potok płynie w dal...”. Ze stacji w Rykach rozjechaliśmy się do swoich szkół. W roku 1954 ponownie wróciłem na wakacje do Sobieszyna – były to ostatnie wakacje spędzone w rodzinnym domu.

Co roku, chociaż na kilka dni, odwiedzam moje rodzinne strony, kolegów i przyjaciół. Bywam w swoich ulubionych miejscach, pełnych wspomnień i niezapomnianych przeżyć.

Jak zwykle gorąco i serdecznie pozdrawiam moich kolegów, przyjaciół i znajomych.

dnia 24.05.2011 o godzinie 13.38 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Razem z Antonim Wit wspominamy nasze dziecinne lata. Były one biedne, ale jakże przyjemnie wracać do tych czasów.
Dzisiejsza młodzież ma z pewnością inne zapatrywania, inne
zabawy, inne marzenia. My pamiętamy czasy, kiedy nie było
prądu, zadania niejednokrotnie odrabiało się przy lampie
naftowej. Rower był takim dobrem, że byliśmy szczęśliwi mogąc trochę pojeźdźić. Piłka do gry była trudno dostępna.
Często graliśmy szmacianką, lub piłką robioną z grubej gumy.
Może więcej czasu spędzaliśmy na wolnym powietrzu, grając
w dwa ognie, w pikra, w palanta, lub kąpiąc się w stawach
i Wieprzu. Zimą zjeżdżaliśmy z górki, na nartach robionych
z drzewa, lub nawet z klepek z beczki. Łyżwy często zastępowały nam tzw. ,,kopystki" zrobione z drzewa i podbite żelaznym prętem. Robiliśmy ślizgawkę z Góry Modrzewiowej. Było to nielada wyczynem, aby bez upadku
ześliznąć się na dół. Może dosyć już tych nudnych opowieści
co było i jakie to były czasy. Doczekaliśmy ery komputerów, komórek, telewizji, samochodów. Świat stał się mały. Mamy
prośbę do młodych, jak również starszych mieszkańców
Sobieszyna. Piszcie o wszystkim, co się obecnie dzieje, korzystając z uprzejmości administratora strony, którego serdecznie pozdrawiam.

dnia 25.05.2011 o godzinie 8.33 z IP=***.***.***.***
Slimkowie napisali:

Dziękujemy za pozdrowienia a przede wszystkim za dzielenie się z nami bardzo ciekawymi wspomnieniami. Pozdrawiamy i czekamy na następne.

dnia 23.06.2011 o godzinie 12.39 z IP=***.***.***.***
Antoni Wit napisał(a):

Trochę wspomnień z dworu w Sobieszynie.

Majątek zapisu Kajetana Hrabiego Kickiego w Sobieszynie obejmował obszar około 5000h. W skład dóbr wchodziły: pola, lasy, łąki, stawy, ogród, tartak, cegielnia, rolnicza stacja doświadczalna i szkoła rolnicza w Brzozowej. Siedzibą administracji był pałac i dworska oficyna. We dworze znajdowały się budynki gospodarcze tj; stajnia, obora, stodoły, wozownia, magazyny, kuźnia, stolarnia, wiata na sprzęt i maszyny rolnicze. Maszyny na wyposażeniu gospodarstwa, na ówczesne czasy, były bardzo nowoczesne, a były to między innymi: żniwiarko - kosiarki, młocarnia mechaniczna, lokomobila rolnicza,
traktor Lanz Buldog. Pośrodku dworu stała duża, zadaszona studnia a przy niej długie koryto gdzie pojono konie i krowy. W pobliżu dworu stały czworaki - domy dla robotników rolnych, dom pocztowy a przy nim wspólna piekarnia, w której nasze matki piekły chleb powszedni i placki na święta. Stały tam również obora, chlewnia i piwnice do dyspozycji ordynariuszy. W czasach zaborów i międzywojennych majątkiem fundacji kierował zarząd i
administracja dóbr Sobieszyn. Zarządcami majątku od roku 1932 i lat dalszych byli między innymi: Pan Drabiński, Pan inżynier Tadeusz Perkowski, Pan Modras, Pan doktor Leszczyński - kierownik naukowy zakładu doświadczalnego, Pan Bezpalec - specjalista hodowli ryb oraz Pan Ludowih. Wracając do czasów przedwojennych w gospodarstwie panował ład i porządek. W stajni było dużo koni roboczych a każdy posiadał swój boks i metrykę
z imieniem, podobnie było w oborze. We wszystkich obiektach była zachowana wyjątkowa czystość. W tamtych czasach pracowali ludzie, którzy z oddaniem wykonywali swoje obowiązki i przyczyniali się do rozwoju gospodarstwa. Byli to pracownicy różnych specjalności i zawodów: rolnicy, fornale, mastalerze, stolarze, ogrodnicy, itp. z nazwisk, które pamiętamy: Makuch, Grzechnik, Zykubek, Makusek, Wójcik, Nowak, Nastalski, Naczas, Barski, Lesiak, Szewczyk, Wojtaś, Cebula, Malinowski. Hodowlą ryb kierował wysokiej klasy specjalista Pan Bezpalec. Pod jego kierownictwem pracowali między innymi rybacy; Majchrzak, Jurkowski, Lesiak, Goc. Stangretem w majątku był Pan Gałązka, kierownikiem
ogrodu był Pan Popiński a kierownikiem stolarni Pan Stachnio. Warsztatem kowalsko - mechanicznym kierował Józef Witkiewicz wraz z synami Albertem i Józefem. Cegielnią kierował strycharz Pan Karasiński wraz z synami. Należy wspomnieć, że duży wkład pracy na rzecz fundacji miały kobiety - nasze matki i siostry. Zajmowały się one pracą na roli, w ogrodnictwie oraz obejściu dworu a Pani Modras prowadziła ochronkę dla dzieci. Fundacja zapisu Kajetana Hrabiego Kickiego w okresie zaborów i międzywojennym odgrywała bardzo dużą rolę dla społeczności Sobieszyna i okolic dając pracę i możliwość
rozwoju dla wielu rodzin. Po wojnie nastały czasy PRL, parcelacja, później PGR i z biegiem lat gospodarstwo zubożało, ubyło również ludzi.

Wspomnienia te piszemy ze względu na szacunek dla szlachetnego człowieka jakim był Kajetan Hrabia Kicki, który bogactwem swego serca dzielił się z ludźmi. Dlatego też godzien jest pamięci synów tej ziemi, z której my wyrośliśmy. Pragniemy również wzbudzić pamięć o tych którzy tu żyli i pracowali.

Serdecznie i gorąco pozdrawiamy naszych przyjaciół z Sobieszyna i okolic oraz Państwa Slimków.

Wspominali: Bogusław i Antoni Wit oraz "Ślązak".

dnia 22.08.2011 o godzinie 12.15 z IP=***.***.***.***
Radomianka napisał(a):

Szanowni Państwo,
kilka lat temu, późną jesienią, samochodem pokonywałam drogę z Radomia do Łukowa. Z Rodzicami przejeżdżaliśmy przez Sobieszyn. Moją uwagę zwróciły jakieś zabudowania pałacowe prześwitujące przez pozbawione już liści drzewa. Zawsze w drodze zwracam uwagę na stare dworki, pałace, zabudowania gospodarcze i inne budowle z dawnych lat, niestety często zaniedbane lub w stanie upadku. Tamtego widoku nigdy nie zapomniałam. W ostatni weekend znowu wraz z Mamą pokonywałyśmy tę trasę. Tym razem zamiast w lewo skręciłam w prawo. Moim oczom ukazał się piękny acz smutny widok, zaniedbanych zabudowań. Ogromne wrażenie zrobił na nas budynek stojący pośrodku placu, przypominający spichlerz. Zatrzymałam samochód i nieśmiało wysiadłyśmy, szukając dalszych zabudowań. Wiedziałam, że musi tam być dwór. Miejsce zrobiło na mnie niesamowite wrażenie, pomimo widocznych zaniedbań. I wyobraźnia zaczęła działać. Ale brakło mi takich właśnie wspomnień, na podstawie których jeszcze wyraźniej mogę zobaczyć jak kiedyś musiało wyglądać to miejsce. Wiedziałam, że jest to miejce wyjątkowe, a dzięki Państwa wspomnieniom, jestem o tym przekonana. Dziękuję za te wspomnieni, choć nie jestem Sobieszynianką, ani nawet nie pochodzę z tych okolic. Ale zawsze żal mi takich \'bezpańskich\' miejsc, które są przecież częścią historii naszego Kraju, a co za tym idzie także i naszą. Mam nadzieję, że Pan Kicki, z pomocą mieszkańców, poczyni kroki, by pamięć o jego wspaniałym przodku i tym miejscu nie zaginęła. Wierzę, że jest to możliwe, aczkolwiek w dzisiejszych czasach pewnie bardzo trudne. I zmieniam zdanie- nie jest to miejsce jakich wiele mijam w swych podróżach. Po przeczytaniu tych wspomnień już wiem, że to miejsce wyjątkowe.

dnia 16.11.2011 o godzinie 17.41 z IP=***.***.***.***
Antoni Wit napisał(a):

Serdecznie i gorąco pozdrawiamy Panią z Radomia. Z treści Pani wpisu z dnia 22.08.2011 widać, że mamy podobne zainteresowania, wrażliwość na piękno krajobrazu i zabytki architektoniczne. Z tego można wnioskować, że jest Pani bratnią duszą naszego towarzystwa. Cieszymy się, że nasze wspomnienia, choć sięgają dalekiej przeszłości, wzbudziły w Pani zainteresowanie. Należy również wspomnieć, że my
ze względu na nasz wiek również jesteśmy zabytkami z innej epoki;-).

Życzymy dużo zdrowia i szczęścia w codziennym życiu

Sobieszyniacy: Bogusław i Antowi Wit oraz Ślązak.

dnia 16.11.2011 o godzinie 18.12 z IP=***.***.***.***
Antoni Wit napisał(a):

Zwyczajem dawnych lat również w tym roku, w sierpniu (od 18 do 21) 2011 odwiedziłem rodzinną wieś Sobieszyn. Przez kilka dni przebywałem w gościnnym domu Franciszka i Zosi Grzechników oraz Henryka Gałązki w Drążgowie. Pogoda w tym czasie była doskonała do spacerów i wycieczek rowerowych. W terenie poruszałem się trochę pieszo a dalsze odległości pokonywałem rowerem pożyczonym od Franka . Podczas spacerów po wiosce zauważyłem trochę korzystnych zmian np: piękne boisko sportowe (orlik), nowy parking przy cmentarzu oraz pięknie odnowiony kościół na modrzewiowej górze. Starania księdza proboszcza i parafian zaowocowały i "gotyk" prezentuje się okazale. Do pozytywów należy również zaliczyć budowę ogódka zabaw dla dzieci.

Chciałem jeszcze wspomnieć o zabytkowej studni. Na placu między dworskimi czworakami a szeregiem piwnic stała duża murowana studnia zbudowana około 150 lat temu. Nad studnią wznosił się dach kryty gontem wsparty na czterech solidnych palach. Dach ten ocieniał wnętrze studni i woda z niej nawet w bardzo upalne dni była zimna i orzeźwiająca. Mieszkańcy z pobliskich domów korzystali z niej przez pokolenia. Kiedy byłem w tym miesjcu okazało się, że studnia ta została "zgładzona" i zniknęła z krajobrazu. Myślałem, że strudzony po wędrówce w miejsca młodości napiję się z niej niestety ani ja ani żaden inny przechodzień nie ugasi tu swego pragnienia - szkoda.

Być może innym razem napiszę o swoich wrażeniach z wycieczki rowerowej, którą odbyłem trasą; Wólka Sobieszyńska - stary dąb - Brzozowa.

Pozdrawiam serdecznie naszych przyjaciół i znajomych z Sobieszyna: Franciszka i Zosię Grzechnik, Henryka Gałązkę, Stanisława Makucha, Stefana Cebulę, Władysława Malinowskiego, Antoniego Naczasa wraz z żoną Teresą oraz córką, Wacława Naczasa, Pana Jurkowskiego, Edwarda Majchrzaka i Krystynę Sandacz. Pozdrowienia ślemy również dla Państwa Slimków.

Sobieszyniacy: Antoni i Bogusław Wit oraz "Ślązak".

dnia 16.11.2011 o godzinie 20.50 z IP=***.***.***.***
ciekawy napisał(a):

Czy w Sobieszynie jeszcze ktoś mieszka, czy wszyscy już wyjechali?

dnia 26.12.2011 o godzinie 20.08 z IP=***.***.***.***
Antoni napisał(a):

Rowerem do starego dębu

W sierpniowy poranek 2011 wybrałem się na wycieczkę rowerową. Z domu Franciszka wyruszyłem głównym gościńcem na wschód wioski, za dworskimi czworakami skręciłem w lewo gdzie dawniej była kasztanowa aleja. Dalej jadąc pod górę znajduje się zagajnik kiedyś dość urokliwe miejsce a obecnie zachwaszczone i zaśmiecone. Nieco wyżej przy drodze rosły okazałe świerki a po przeciwnej stronie na skarpie stał drewniany krzyż. Za zagajnikiem po prawej stronie w szczerym polu widać kępe drzew – to Dunajek. Dalej ku północy widać parowy gdzie w młodości zbieraliśmy maliny i owoce tarniny. Dojeżdzając do skrzyżowania dróg po wschodniej stronie rosły potężne drzewa drżącej osiki. Za skrzyżowaniem wiodła droga na północ – kiedyś brukowana. Po obu stronach rosły tu jabłonie aż do skraju lasu. Po prawej stronie, w polu widać zabudowania byłej rolniczej stacji doświadczalnej fundacji Hrabiego Kajetana Kickiego. Następnie przez las dotarłem w obrąb stawów Wólki Sobieszyńskiej gdzie dawniej stał tartak. W tym miejscu zatrzymałem się dłuższa chwilę podziwiając piękno krajobrazu. Dalej podążając groblą oczyma wyobraźni widziałem wyspę, która kiedyś tu była porośnięta starymi drzewami – wyglądała uroczo i tajemniczo. Dojechałem do lasu, minąłem kilka domków i leśniczówkę, po chwili znalazłem się u stóp starego dębu - celu mojej wycieczki. Dąb ten stoi tutaj około 800 lat lecz od niedawna bez liści – skończyły się już lata jego długiego życia. Kilka minut podziwiałem ten leciwy pomnik przyrody, zrobiłem kilka pamiątkowych zdjęć i ruszyłem w drogę do Brzozowej.

Z okazji nowego roku 2012 ślemy serdeczne pozdrowienia, dużo zdrowia i szczęścia dla: Franciszka Grzechnika, Henryka Gałązki, Zbyszka Gałązki, Stanisława Gałązki, Stefana i Józefa Cebuli, Antoniego Naczasa, Władysława Malinowskiego, Stanisławowa Makucha, Dariusza Makucha, Krystyny Sandacz, Henryka Cygana, Krystyny Leśniak z Warszawy, Rajmunda Popińskiego, Alicji z Warszawy, Stanisława Zykubka, Pana Dawida Kickiego, Pana Wiktora, księdza Krzysztofa Czarnoty oraz administratorów niniejszej strony.

Antoni i Bogusław Wit, M.Z. „Ślązak”

dnia 27.12.2011 o godzinie 21.50 z IP=***.***.***.***
Ks. Proboszcz napisał(a):

Dziękuję za pamięć, wspomnienie i życzenia oraz polecam Panu Bogu Was, życząc obfitości Bożych łask i pokoju...

dnia 03.01.2012 o godzinie 23.34 z IP=***.***.***.***
Kicki Daniel napisał(a):

Dziękuje za pozdrowienia z okazji Nowego 2012 r.
Lecz ;( niestety Pan Antoni i Bogusław Wit pomylili moje imię... Ja też ślę serdeczne pozdrowienia dla wszystkich!!! I oczekuje więcej fascynujących opowieści ze strony starszyzny. Strasznie interesuje mnie zycie moich przodkow i ich działalnośc!!! Jeszcze raz pozdrawiam.
Dziękuje przy okazji Pani Krystynie Leśniak za skontaktowanie się ze mną.

dnia 05.01.2012 o godzinie 14.01 z IP=***.***.***.***
Józio (Zi z Ustronia napisał(a):

Pozdrawiam wszystkich mieszkańców Sobieszyna, którzy rozjechali się po całym kraju i tych którzy tam dalej mieszkają. :D Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2012!!!!

dnia 22.01.2012 o godzinie 17.20 z IP=***.***.***.***
Antoni Wit napisał(a):

Od starego dębu Sobieskiego stojącego w lesie przy drodze wiodącej do Lenda wyruszyłem w kierunku Brzozowej. Po kilkunastu minutach jazdy dotarłem na miejsce gdzie stoi szkoła, która powstała z woli Hrabiego Kajetana Kickiego. Obecnie kierunki nauczania są inne niż dawniej i zatraciły swój pierwotny rolniczy charakter. Obok szkoły umieszczone są dwie tablice pamiątkowe dotyczące fundatora szkoły i rolniczej stacji doświadczalnej. Idąc dalej ku północy teren się obniża i tu w dolinie otoczone lasami znajdują się stawy. Okolica ta jest bardzo piękna a bujna przyroda czaruje swymi urokami. Atmosfera jest tu szczególna, panuje tu błoga, kojąca cisza. W sierpniowy dzień kiedy tam przebywałem było słonecznie i gorąco. Woda w stawie zachęcała do kąpieli więc z ochotą skorzystałem z dobroczynnej ochłody. Po dłuższej chwili orzeźwiony i zrelaksowany wyruszyłem w drogę powrotną do Sobieszyna. Po przejściu mostka na Śwince ścieżką pod górę dotarłem do starego ogrodu. Następnie polną drogą udałem się w lewo w kierunku lasu gdzie napotkałem śliwki mirabelki barwy jasnych bursztynów. Śliwki wyglądały pięknie i były bardzo smaczne, narwałem ich trochę do torby i ruszyłem dalej. Skrajem lasu doszedłem do starodrzewu lipowego gdzie przed laty stała cegielnia. Idąc dalej przez pola dotarłem do głównej szosy i bez przeszkód dojechałem do "bazy" w Sobieszynie. Z zerwanych wcześniej śliwek Zosia przyrządziła smaczny kompot.

Z Bieszczad pozdrawiam gorąco i serdecznie wszystkich Sobieszyniaków a w szczególności: Franciszka i Zosię Grzechnik, Henryka Gałązkę, Stanisława Makucha, Władysława Malinowskiego, Antoniego i Teresę Naczas oraz ich córkę, Wacława Naczasa, Krystynę Sandacz, Mariana Majchrzaka, Pana Jurkowskiego, Stefana i Józefa Cebulę, Henryka Szewczyka, Krystynę Leśniak i jej siostrę Ewę, Pana Wiktora i Pana Daniela Kickiego, Mariana "Ślązaka" oraz księdza Parafii Krzysztofa Czarnotę i administratorów strony rowery dwa.

PS: Panie Danielu przepraszam za pomyłkę dotyczącą imienia.

Antoni Wit.

dnia 18.02.2012 o godzinie 15.52 z IP=***.***.***.***
Krystyna Leśniak (z d. Makuch ) napisał(a):

Dziękuje bardzo wszystkim za życzenia Noworoczne na2012 r. i miłe wspomnienia nas z Sobieszyna i naszej młodości (durnej i górnej ) przypomnianej przez Antka .W oraz za piękny opis rozległych terenów i okolic Sobieszyna , Brzozowej,Wólki i Podlodowa

P.S
Bogdanowi.W życzę dużo zdrowia

dnia 19.02.2012 o godzinie 12.19 z IP=***.***.***.***
Paszkiewicz Jaga napisał(a):

Dziękuję za piękne opisy Sobieszyna i nieco historii. Ułęż, Drążgów i Sobieszyn znam głownie z tęsknoty mego taty Józefa Chadaja i opowieści o dziadku Pawle Edwardzie Chadaj. Widziałam w lecie smutne resztki pałacu w Sobieszynie, szkoda,ze nie powstanie tam jakiś hotel albo sanatorium, lub pensjonat dla emerytów.

dnia 19.02.2012 o godzinie 22.19 z IP=***.***.***.***
Kicki Daniel napisał(a):

Witam wszystkich.
Nic się nie stało Panie Antoni;)
Czy mógłby się Pan ze mną skontaktować??
Bardzo też proszę o kontakt ze mną wszystkich użytkowników portalu,którzy swoje życie związali z Sobieszynem.
Mam mnóstwo pytań.
Kontakt do mnie;
GG;39526588
skype; daniel197924

Naprawdę chciałbym z wami wszystkimi zamienić parę
słów,
i dowiedzieć się jak to kiedyś było
Pozdrawiam wszystkich i czekam z niecierpliwością Panie Antoni i inni

dnia 23.02.2012 o godzinie 17.37 z IP=***.***.***.***
Antoni Wit napisał(a):

Ocalić od zapomnienia

W XIX wieku, miedzy innymi za sprawą Antoniego Maciejewskiego, w Sobieszynie powstawały folwarczne budynki gospodarcze i czworaki. W tym też okresie zbudowana została piekarnia dla użytku rodzin pracowników tutejszego dworu. Ten mały niepozorny budynek stojący przy drodze spełniał ważną rolę dla społeczności tego osiedla.

Wewnątrz piekarnia wyposażona była w cztery piece, łopaty piekarnicze, kociubę do wygarniania węgli oraz ławę do wykładania pieczywa. Gospodynie z pobliskich domostw wypiekały chleby i podpłomyki według tradycyjnych procedur. Posypywane były one kminkiem lub makiem a czasami pieczone były na kapuścianych i chrzanowych liściach co dodawało szczególnego aromatu.
Największy ruch panował przed świętami – w tym okresie drwa płonęły we wszystkich piecach a zapachy świątecznych wypieków unosiły się po całej okolicy. Piekarnia ta pełniła też inne funkcje np.: suszono tu wiązki lnu, które po osuszeniu międlono a z włókien wyrabiano lniane płótno. Jako dzieci w jesienne i zimowe dni lubiliśmy tam przebywać. Czasami bokiem „wciskaliśmy się” na piece a tam było ciepło i przytulnie. Jako chłopcy również chętnie spędzaliśmy tam czas. Z biegiem lat zaprzestano pieczenia chleba, ucichły gwary a piece wygasły na zawsze.

Choć od tamtego czasu minęło wiele lat, zdarzają się chwile wspomnień, które budzą nasze zmysły i znowu czujemy zapach i smak tamtego chleba, pieczonego na kapuścianych i chrzanowych liściach. Czasami pamięć przywołuje obraz dawno widziany… drewniane szczapy płoną w piecach rzucając migotliwe blaski na rozognione twarze i piekarniane ściany tworząc atmosferę ciepła i spokoju.

Zdarzenia minionych lat objawiały ukryte piękno tego wnętrza. Obecnie ten stary, wysłużony „dom chleba” stoi opuszczony i ulega degradacji.

PS: A może by odnowić, odmalować ten zabytkowy obiekt?, a w okresie uroczystości dożynkowych organizować konkursy pieczenia chleba według dawnych przepisów, a może ktoś ma inny pomysł?

Serdecznie pozdrawiamy Franciszka i Zosie Grzechnik, Antoniego i Teresę Naczas, Stanisława Makucha, Henryka Gałązkę, Władysława Malinowskiego, Wacława Naczasa, Stefana Cebulę i jego żonę, Józefa Cebule, Krystynę Sandacz, Jagodę Wasiak, Krystynę Leśniak i jej siostrę Ewę, Panią Paszkiewicz, Pana Wiktora, Pana Daniela Kickiego, Księdza Parafii Krzysztofa Czarnotę, Rowery Dwa a szczególnie ich Dwoje czyli Państwa Slimków. Pozdrawiają dawni mieszkańcy Sobieszyna: bracia Antoni i Bogusław Wit oraz M.Z. "Ślązak"

dnia 29.02.2012 o godzinie 15.12 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Do opisywanego przez Antoniego okresu okupacji niemieckiej chcę dorzucić jeszcze jeden szczegół, który być może nie wszyscy znają, a szczególnie ci z młodszego pokolenia i który może zostać zapomniany. Otóż Niemcy postanowili powiększyć areał majątku w Sobieszynie. W tym celu wysiedlili wszystkich mieszkańców kolonii Sobieszyn. Wysiedlano do różnych miejscowości. Najwięcej, bo cztery rodziny wysiedlono do Michowa, do starych pożydowskich domów, przydzielając najgorsze piaszczyste pola do zagospodarowania. Wolno było zabrać konia, lub parę koni i jedną krowę, którą później również zabrano. Wszystkie drewniane budynki rozebrano i przekazano pobliskiej cegieni do wypalania cegły. Po wyzwoleniu nastąpiły powroty i stopniowa, ciężka odbudowa zniszczonych gospodarstw.

dnia 16.03.2012 o godzinie 22.40 z IP=***.***.***.***
:) napisał(a):

Księże Krzysztofie pozdrowienia od parafian z Nepli. Zyczymy dalszej wytrwałości i sił w realizowaniu swoich zacnych planów.:)))))

dnia 13.04.2012 o godzinie 10.22 z IP=***.***.***.***
Anna Jaszczak napisał(a):

Witam,
W imieniu mojej mamy chciałem zamieścić zapisane przez nią – po zapoznaniu się z dotychczasowymi wpisami – wspomnienia z Sobieszyna.

„Nazywam się Anna Jaszczak z domu Kwiecińska. Dzięki memu Synowi, zapoznałam się (od jesieni 2011r) z zamieszczonymi powyżej wpisami dotyczącymi Sobieszyna i okolic.
Z wielkim zainteresowaniem śledzę te wpisy, jako że jestem urodzoną sobieszynianką (1938) i przepojona olbrzymim lokalnym patriotyzmem, dumą z miejsca urodzenia i wychowania. Do dnia dzisiejszego utrzymuję „siedlisko” rodzinne. Mieszkałam w pobliżu kościoła, przy drodze prowadzącej na wieś. Do szkoły miałam bardzo blisko. Może nawet uczęszczaliśmy do jednej klasy, bo pamiętam w klasie oprócz ławek, długi stół, a za nim siedzieli starsi rocznikiem chłopcy (zwano ich Apostołami), między innymi pamiętam Grzechnika (mieszkającego w pobliżu dworu – wysoki, ciemno-krucze włosy).
Na cmentarz też było blisko, do dnia dzisiejszego odwiedzam z Rodziną groby moich Rodziców i brata – Stefana.
W ostatnim wpisie była wzmianka o tym, że Niemcy wysiedlili gospodarzy zamieszkujących (pod Brzozową) na koloni Sobieszyn. Chciałam uzupełnić, że ta represja spotkała moją Babcię – Mariannę Kwiecińską i Jej dorosłe dzieci. Babcia z rodziną wysiedlona została do Ostrowa, właśnie do pożydowskiego, bardzo biednego gospodarstwa. Miejscowość leży nad rzeką Czerwonką, niedaleko Michowa. W miejscowości tej mieszkał nasz wspaniały malarz Leon Wyczółkowski (ojciec jego miał dworek w Ostrowie). Dom mojej babci został rozebrany i przewieziony na podwórko Jej syna - Władysława Kwiecińskiego. Bardzo długi czas leżał zeskładowany na podwórku (mego stryjka), aby w końcu zbudować z tego materiału dom. Dom stoi do dnia dzisiejszego.
Nie wiem, co się stało z budynkami gospodarczymi, ale drzewa owocowe (jabłonie) mój Tatuś wykopał z sadu i przewiózł na naszą posesję. Jako dziecko starałam się towarzyszyć ojcu przy sadzeniu tych drzew w naszym sadzie. Jabłonki, bardzo już leciwe, rosną do dnia dzisiejszego. Wydają owoce takie, jakich teraz gatunkowo już się nie spotyka.
Oprócz wysiedlenia ludności z kolonii Niemcy wycięli w pobliskim lesie drzewa na głębokość 30 metrów po obu stronach szosy (Kock-Warszawa), aby odciąć możliwość dywersji oddziałom partyzanckim. Nie znam wielu szczegółów, ze względu na wiek dziecięcy, ale wiem, że oprócz mojej Babci, jeszcze jedna rodzina Grzechników już nie wróciła na swoje „stare śmieci”, bo zamieszkali w dzisiejszym Spychowie na Mazurach.”
Kolejne wspomnienia wkrótce.

dnia 14.04.2012 o godzinie 18.35 z IP=***.***.***.***
Ślązak napisał(a):

Cieszymy się, że dołączyła do nas nasza szkolna koleżanka. Oczywiście, że byliśmy w jednej klasie i również Ciebie pamiętamy, a jest nas coraz mniej. Miło nam będzie jak podzielisz się wspomnieniami z naszej małej Ojczyzny. Serdecznie Ciebie Aniu witamy i pozdrawiamy.
Antoni / Bieszczady / Marian / Śląsk/

dnia 23.04.2012 o godzinie 15.19 z IP=***.***.***.***
Antoni Wit napisał(a):

Droga Pani Jago,

O Pani dziadku Edwardzie Chadaju dowiedziałem się z internetu. Stąd wiem, że był człowiekiem zasłużonym dla kraju, naszego regionu i szkoły w Sobieszynie. Jego zasługi tym bardziej godne są podkreślenie, że czasy w jakich żył były trudne. Co się tyczy nazwiska Chadaj to było ono dość popularne w naszej okolicy. W czasach mojego dzieciństwa chodziłem do szkoły w Sobieszynie ze Zbyszkiem Chadajem z Drążgowa, być może to jakiś Pani krewny? W kwestii niszczejącego pałacu dowiedziałem się ostatnio iż został on kupiony i trwają przygotowania do remontu. Ciekaw jestem tylko nowego przeznaczenia.

Serdeczne pozdrowienia dla Pani i całej rodziny ślą Antoni i Marian.

Treść:

Autor:


Puławy

podgląd
niedostępny



Kazimierz Dolny
Widok z kamery www.KazimierzDolny.pl
* * * * *