Lubuskie to kraina, którą się omija, jeśli nie wie się, czego się szuka. Ale jeśli się wie – to właśnie tu znajduje się wszystko, czego rowerzysta potrzebuje: ścieżki rowerowe, które prowadzą nas przez świat inny, niż ten codzienny, cisza, której nie da się kupić, i krajobrazy, które przypominają, po co w ogóle wsiadamy na rower.

Zaczynamy w Otyniu, na terenie strefy ekonomicznej. Szlak „Kolej na rower” wyznacza początek naszej przygody. Jeśli nie jesteś zmotoryzowany – nic nie szkodzi, ślad prowadzi tuż przy stacjach kolejowych w Niedoradzu i Zielonej Górze. Przygotowana trasa obiecuje nam wiele – przez ponad sto kilometrów prowadzi nas niemal wyłącznie po rowerowych szlakach. Tu samochód jest gościem, a rower – królem.
Otyń, szczególnie miejsce startu może na pierwszy rzut oka nie wyglądać jak początek wielkiej rowerowej przygody – hale, magazyny, puste place. Ale to właśnie stąd wyruszamy na jeden z najlepszych dni tego roku. Pierwsze kilometry to asfaltowy dywan, którym toczymy się w stronę Odry.




Już po kilku kilometrach trafiamy do Stanów, gdzie stoi najdłuższy metalowy most w Europie. Zatrzymujemy się na chwilę – to historia i współczesność w jednym. Za nim czekają kolejne kilometry rowerowego raju, a także dodatkowa infrastruktura – wiaty, ławki, miejsca odpoczynku. Przestrzeń, w której oddychamy pełną piersią.
Lubuskie trasy to nie tylko odizolowany asfalt – to przede wszystkim klimat. Pola, łąki, zapomniane wioski, pagórki. Wiatraki, przydrożne kapliczki i wiaty z czerwonym dachem, pod którymi można odpocząć.
Dojeżdżamy do Kolska – sennej miejscowości, która zatrzymała się w czasie. Skręcamy w lewo, a asfalt wciąż prowadzi nas po rowerowej ścieżce. Chwilę później ścieżka się kończy – i wkraczamy na drogę publiczną. Tu Lubuskie pokazuje swoje drugie oblicze – asfalt to de facto jeden pas, druga część szutrowa. Trzeba uważać, bo nikt nie lubi kurzyć, ale pocieszające jest, że ruch samochodów jest tu raczej mały. Mijamy kolejne gospodarstwa, pola i małe wioski, a auta liczymy na palcach jednej ręki. To dzikość w najlepszym wydaniu – surowa, spokojna i piękna.

Chcesz więcej ciekawych tras?
Już wkrótce premiera
naszego e-booka!
W Kargowej wracamy na ścieżki rowerowe – szlak „Odra Velo” przejmuje nas i prowadzi dalej. Asfalt pamięta lepsze czasy, wystające konary przypominają, że wszystko tu ma swoją historię. Ale wolimy wystające korzenie niż tiry na drodze obok. To tu znów czujemy, że rower to wolność – nieważne, czy asfalt jest idealny, czy trochę sfatygowany.
Babimost wita nas… stacją benzynową. To punkt, w którym łapiemy drugi oddech – półmetek, ale nie chcemy jeszcze wracać. Przed nami jeszcze tyle kilometrów asfaltu, jeszcze tyle zakrętów i widoków. Powoli już naprawdę czuć, że to region, który kocha rower.
Za Babimostem jedziemy przez Klepsk do Sulechowa. Drogi rowerowe w większości naprawdę przyjemne – choć wiadomo, Lubuskie to nie zawsze Austria. Ale tu jest ta magia – więcej asfaltu niż samochodów. Z Sulechowa trasa prowadzi już prosto w stronę Zielonej Góry – i to jest jeden z najlepszych fragmentów. Rzadko wjeżdżamy na drogę publiczną, a jeśli już – to przez wioski, gdzie auto to raczej sąsiad jadący po mleko.
Zajeżdżamy do Zielonej Góry od północy – przez Cigacice (kolejny most przez Odrę, zdjęcie obowiązkowe) i dalej ul. Sulechowską do centrum. Tu zawsze warto zrobić zdjęcie z Bachusem – lokalny symbol i dobre miejsce na chwilę przerwy. Może kawa, może ciastko – każdy ma swój rytuał. Ale to nie koniec (choć taki może być jak wybierzesz pociąg) – bo jeszcze trzeba wrócić do Otynia.




Z centrum Zielonej Góry wyjeżdżamy w stronę Jędrzychowa i Zatonia, kiedyś odrębnych wsi, dzisiaj części stolicy województwa lubuskiego. Całość to asfaltowe ścieżki rowerowe. Jedziemy spokojnie, bo to moment, kiedy nogi już swoje wiedzą, ale głowa jeszcze chłonie widoki. Docieramy do Niedoradza, stąd do Otynia już krótki kawałek.
To trasa dla każdego, kto kocha asfalt i spokojną jazdę. Nie znajdziemy tu wielkich gór, ale znajdziemy coś lepszego – święty spokój i dobre drogi rowerowe. A to jest bezcenne.
Lubuskie nie wychyla się przed szereg. Nie ma mocnego rowerowego marketingu, pięknych filmów influencerów na YouTube. Lubuskie robi swoje i konsekwentnie tworzy spójną sieć rowerowych dróg, które zachęcają do korzystania z dwóch kółek. Życzylibyśmy sobie, aby tak było w całej Polsce.

