Używamy plików cookies, aby zapewnić Ci najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Przechowywane informacje pomagają nam w celach analitycznych oraz w dostarczaniu treści cyfrowych. Kontynuując, wyrażasz na to zgodę.
Bikepackingowa lista rzeczy które zabrałem na Tour de Dreams
Ten tekst dedykuję wszystkim, którzy prosili o informacje o tym, co woziłem ze sobą podczas "Tour de Dreams", dedykuję też sobie, aby mieć punkt odniesienia do kolejnych wypraw. Bikepackingowe przygody rozpocząłem już kilka lat temu nie mając pojęcia czym ten cały "bikepacking" jest. Zapakowałem do plecaka wszystko co niezbędne i ruszyłem na majówkę. Ból kręgosłupa sprawił, że szybko zacząłem myśleć o innym sposobie transportowania ekwipunku.
Wówczas rynek dużych toreb podsiodłowych - przynajmniej w Polsce - był dość ubogi, a ja nie wiedząc czego tak naprawdę chcę i oczekuję wybrałem najtańszą dostępną opcję - torbę Author Sumo. Miała ona sporo wad, od braku wodoszczelności, po niesamowite bujanie się na boki. Służyła dzielnie przez ponad 2 lata, ale przed wyprawą przez duże "W" zacząłem szukać czegoś bardziej spełniającego moje oczekiwania.
Rynek w tej chwili jest tak bogaty, że od samych poszukiwań może rozboleć głowa. Od cen również, bo wielu producentów bardzo wysoko ceni swoje produkty. Podczas majowego ultramaratonu spodobał mi się system Apidury - torby te mają jednak nienajlepsze opinie, a oczekiwania za torby tej marki cena zdecydowanie nie jest adekwatna do oferowanej jakości. Zacząłem szukać czegoś wyglądającego podobnie. Na jednym z brytyjskich sklepów znalazłem markę PODSACS, której torby na obrazku spełniały wszystkie moje oczekiwania. Brakowało o nich opinii, ale zdecydowałem się zaryzykować - nie żałuję, bo torby okazały się bardzo dobre. Wodoodporne, stosunkowo lekkie i idealnie pasujące do mojego roweru.
Miałem do dyspozycji 15 l przestrzeni bagażowej, z czego wykorzystałem około 13,5 l. Mój ekwipunek ważył ok. 6 kg, a całość (rower + bagaż + pełne bidony) wahał się w okolicach 14-15 kg. Pakowanie się rozpocząłem trzy tygodnie wcześniej - metodą prób i błędów starając się maksymalnie wyważyć wszystko, aby nie przeszkadzało specjalnie w pokonywaniu kolejnych podjazdów. Starałem się też ułożyć wszystko tak, aby mieć szybki dostęp do rzeczy najbardziej potrzebnych.
Dzisiaj wiem, że część bagażu była zbędna, a zamiast namiotu NRC i opony mógłbym spakować system biwakowy do spania. Ale bikepacking'u - jak i innych rzeczy - człowiek uczy się podobno całe życie. Poniżej lista sprzętu, który woziłem ze sobą.