GPX nie ma właściciela. Żadna firma nie posiada do niego praw, nie licencjonuje, nie może z dnia na dzień zmienić zasad jego działania. To otwarty, prosty plik tekstowy. Ta bezpańskość jest jego największą siłą. Kiedy Garmin, Wahoo, Komoot, Strava i setki mniejszych aplikacji zgodziły się używać tego samego formatu, rowerzyści i w ogóle ludzie aktywni zyskali coś, co dzisiaj jest bardzo rzadkie w cyfrowym świecie: trasę zaplanowaną w jednym miejscu można wgrać niemal wszędzie.
Nowsze, technicznie bogatsze formaty - jak FIT promowany przez Garmina - nigdy nie zdobyły tej samej powszechności. Dzieje się tak głównie dlatego, że kojarzą się z konkretną firmą. A format GPX nie kojarzy się z nikim. To czyni go neutralnym gruntem, na którym spotyka się cała branża.
Popularność formatu, sprawiła, że każda aplikacja traktuje go na swój sposób. Dołączając jedne informacje i ignorując inne. To czasami sprawia, że wydaje się że coś się psuje - tyle że wcale nie tam, gdzie się wydaje. Bo sam format pliku GPX i jego struktura są nienaruszalne - to poszczególne aplikacje mają czasami problem z akceptacją plików. Każdy, kto dłużej korzysta z tras w formacie GPX, prędzej czy później trafił na sytuację, w której plik zachowuje się inaczej w jednej aplikacji niż w drugiej. Punkt startowy jest przesunięty, albo część trasy jest linią prostą. Trasa, która w jednym programie wygląda idealnie, a w innym się zacina.
To nie jest wada samego formatu. To efekt tego, że każda aplikacja interpretuje GPX nieco po swojemu - dopisuje własne rozszerzenia, obsługuje jedne pola, ignoruje inne. Plik jest ten sam, ale środowisko, do którego trafia, za każdym razem inne. Użytkownik, który chce po prostu wgrać trasę i jechać, widzi tylko, że “coś nie działa”, i naturalnie szuka winy najbliżej, czyli w pliku, który właśnie otworzył.
Twój GPX się wiesza na liczniku?
Wrzuć plik, a reduktor zetnie punkty bez zmiany przebiegu trasy.
Zmniejsz GPXZnamy to z własnego doświadczenia - z drugiej strony. Zdarza się, że ktoś zgłasza nam, że trasa nie chce mu się otworzyć w jego aplikacji, choć ten sam plik u nas i u tysięcy innych osób działa bez zarzutu. To margines - dosłownie pojedyncze przypadki - ale za każdym razem ta sama lekcja: problem prawie nigdy nie leży w pliku.
Przez ostatnie lata GPX-y krążyły w gronie zaawansowanych rowerzystów, którzy posiadali odpowiednie urządzenia, które pozwalały odczytywać te pliki. Boom na rowery, jaki zapanował po erze Covid-19 sprawił, że świat rowerzystów zwiększył się diametralnie. Do świata dwóch kółek dołączyło miliony nowych ludzi na całym świecie. Gdy powstawał format GPX, na rynku było niewiele urządzeń, które potrafiły obsługiwać ten format. Dzisiaj, mamy dziesiątki producentów urządzeń dedykowanych rowerzystom i kolejne setki aplikacji, które pozwalają na nawigację za pomocą telefonu. Infrastruktura wokół GPX-a nie była projektowana z myślą o takiej skali i takiej różnorodności urządzeń jaką mamy dzisiaj na rynku.
Do tego duże platformy coraz częściej różnicują to, co dostają użytkownicy darmowi, a co płacący. Otwarty standard sprzed dwóch dekad wchodzi w napięcie z logiką zamkniętych aplikacji, których większość funkcji jest dostępna dopiero po dokonaniu opłaty. To naturalna ewolucja biznesu. Ale jej efektem ubocznym bywa właśnie to poczucie, że “kiedyś działało to wszystko prościej”.
Nie. GPX nie umiera i długo nie umrze - głównie dlatego, że nikt go nie posiada, więc nikt nie może go wyłączyć decyzją zarządu. Umiera co innego: wygodne złudzenie, że jeden plik znaczy dokładnie to samo dla każdej aplikacji, na którą trafi.
My to złudzenie porzuciliśmy dawno temu. Tworząc nasze trasy, nauczyliśmy się myśleć nie tylko o samej linii na mapie, ale o tym, co się z nią stanie, gdy trafi na dziesiątki różnych urządzeń. Dlatego każdą z naszych tras można otworzyć od razu w naszym własnym planerze r i dopasować pod siebie - bez zdawania się na to, jak akurat zachowa się cudza aplikacja. Bo najlepszy plik GPX to taki, o którym w ogóle nie trzeba myśleć.
Nie, GPX to otwarty format tekstowy, który nie ma właściciela ani firmy posiadającej do niego prawa, co jest jego największą siłą.
Różnice w działaniu wynikają z tego, że każda aplikacja interpretuje format GPX nieco po swojemu, dopisując własne rozszerzenia lub ignorując niektóre pola.
Nie, GPX nie umiera i długo nie umrze, ponieważ nikt go nie posiada, więc żadna firma nie może go wyłączyć decyzją zarządu.
Zapisz się do newslettera Dwóch Rowerów — co miesiąc nowe pomysły na wyjazd.
Zero spamu. Możesz wypisać się jednym kliknięciem. Zapisując się, akceptujesz politykę prywatności.