Jest połowa sierpnia. Nad Velo Czorsztyn tworzą się rowerowe korki, a na nadmorskiej trasie R10 ciągle trzeba przebijać się przez tłum plażowiczów. W wakacyjnym szczycie sezonu najpopularniejsze polskie szlaki rowerowe nie są najlepszym wyborem. Mało kto wie, że wystarczy zjechać kilka, czasem kilkanaście kilometrów dalej, aby trafićna drogi, na których przez cały dzień nie spotka się niemal nikogo. Od lat jeździmy na rowerach, szukając właśnie takich miejsc. Mamy też jedną obserwację, która nie daje nam spokoju: większość materiałów o rowerowej turystyce wysyła ludzi dokładnie tam, gdzie wszyscy już są. Rowerzyści ustawiają się w kolejce po to samo zdjęcie i są przekonani, że świetnie poznali dany region. A tak na prawdę najciekawsze rzeczy dzieją się zupełnie gdzie indziej — trzeba tylko wiedzieć, gdzie skręcić.
Oto sześć regionów, które naszym zdaniem są najbardziej niedoceniane rowerowo. Żaden z nich nie jest oczywisty i każdy z nich zjeździliśmy na własnych nogach.
To jeden z najbardziej niedocenianych rowerowo regionów w kraju. Jego walorów jest jednak tyle, że potrzeba wielu dni, by zaliczyć wszystkie ukryte tam perełki. W Mosznej stoi pałac, który wygląda jak żywcem wyjęty z książek o Harrym Potterze. Posiada 99 wież i niezwykłe parkowe otoczenie z kwitnącymi azaliami. Dotrzeć tam można przez Bory Niemodlińskie, w których ukryte są jedne z najlepszych w Polsce dróg szutrowych. Te leśne „autostrady" to szerokie i równe dukty, często w o wiele lepszym stanie niż ich asfaltowe odpowiedniki. Można nimi jechać kilometrami, nie spotykając ani jednego samochodu.
Opolszczyzna to też ziemia dwóch legendarnych postaci polskiego kolarstwa. Joachim Halupczok urodził się w Niwkach pod Opolem, blisko Jeziora Turawskiego. To tam prowadzą przyjemne rowerowe trasy i to tam stoi jego pomnik, pod którym warto zrobić pamiątkowe zdjęcie.
Z kolei Stanisław Szozda niemal całe życie związany był z Prudnikiem. Miasto upamiętniło go pomnikiem, muzeum oraz rondem, na którym rozpoczyna się jedna z najlepszych widokowych tras rowerowych w całych Sudetach, prowadząca prosto do wspomnianej wcześniej Mosznej. Zmieniając nieco kierunek i jadąc w stronę Odry, polecamy zatrzymać się w Zdzieszowicach. Działa tam największy w Europie ręczny prom rzeczny — niesamowita przeprawa, która do dziś napędzana jest wyłącznie siłą ludzkich rąk.
Jeśli marzą nam się góry, ale przeraża myśl o tłoku na Podhalu, jedźmy w drugą stronę — na Ponidzie. To kraina powolnej rzeki Nidy, wapienno-gipsowych wzgórz i stepowej roślinności, jakiej nie znajdziemy nigdzie indziej w Polsce. Jest tam pusto, sielsko i bardzo cicho.
Jedna z naszych ulubionych tras prowadzi z Buska-Zdroju przez Stradów. To miejsce z fantastycznym widokiem, który nie bez powodu bywa nazywany „Świętokrzyską Toskanią". Wąskie, długie pola uprawne układają się z góry w barwny, rolniczy patchwork, który w promieniach niskiego słońca wygląda absolutnie zjawiskowo. Najlepiej przyjechać tu wczesnym rankiem albo późnym popołudniem. Sam Stradów kryje jedno z największych wczesnośredniowiecznych grodzisk w Europie — to potężne wały ziemne, które w VIII i IX wieku strzegły osady plemienia Wiślan. Można po nich dziś spacerować, a nawet wjechać rowerem. Po drodze mijamy Wiślicę, jedną z najstarszych miejscowości w Polsce i dawniej bardzo ważny ośrodek średniowiecznej Małopolski. To trasa o średniej trudności, choć kilka stromych podjazdów pod sam Stradów potrafi mocniej podnieść tętno, rekompensuje to ruch samochodowy, którego praktycznie tu nie ma.
Jeśli wciąż nam mało, to cały zielony pas od Kielc przez Ponidzie aż po Sandomierz jest idealny na kilkudniowy wypoczynek na rowerze. Warto zahaczyć chociażby o Pacanów z bajkowym śladem Koziołka Matołka, czy po przekroczeniu Wisły o nieco dalej wysunięte Zalipie — niezwykłą wieś, w której chaty, płoty, studnie, a nawet psie budy toną w ręcznie malowanych, kolorowych kwiatach.
Dolina Baryczy to największy kompleks stawów rybnych w Polsce i jeden z najważniejszych w tej części Europy. To istny raj dla miłośników dzikiej przyrody. Okolica jest niezwykle bogata w niespotykane nigdzie indziej w kraju rzadkie gatunki ptaków — latem nad wodą unoszą się ich tysiące.
To także wspaniała sieć cichych dróg rowerowych, które prowadzą po groblach między stawami. Ich usytuowanie sprawia, że momentami trudno uwierzyć, iż to sam środek Polski. Dla kolarzy Dolina Baryczy to absolutne przeciwieństwo surowych gór. Nie uświadczymy tu mozolnych podjazdów ani większych technicznych trudności. W zamian dostajemy setki kilometrów spokojnych dróg, które stanowią logiczną całość. To doskonała propozycja na leniwą wycieczkę z dziećmi, wyjazd we dwoje lub przyjemny powrót do rowerowej formy bez konieczności siłowania się z wiatrem i grawitacją.
Zgorzelec to miejsce, które najprościej można zdefiniować jako „pomiędzy". Doskonała baza wypadowa leżąca na styku Polski, Niemiec i Czech. Historycznie wjeżdżamy tu na teren Łużyc — krainy Serbołużyczan, której charakterystyczną, przysłupową architekturę widać na każdym kroku.
Okolice Zgorzelca to region, który potrafi mocno zaskoczyć rowerową różnorodnością na bardzo niewielkim obszarze. Poprzemysłowe krajobrazy graniczą z czystymi jeziorami powstałymi w zalanych nieckach po dawnych kopalniach, takimi jak imponujące Berzdorfer See. Wystarczy przekroczyć granicę, by wjechać na niemieckie ścieżki wzdłuż Nysy, które są wyasfaltowane, gładkie i odseparowane od ruchu, oferując wręcz luksusowy komfort jazdy.
Z kolei kierując się na wschód, trafimy do Borów Dolnośląskich — krainy nieskończonych, równych szutrów, idealnych dla entuzjastów rowerów typu gravel. Dla kogoś, kto lubi, gdy krajobraz i charakter jazdy zmieniają się co kilkanaście kilometrów, Łużyce są miejscem perfekcyjnym.
Wiele osób żyje w przekonaniu, że im dalej na północ mapy, tym teren robi się bardziej płaski. Kaszuby to koronny dowód, że tak nie jest. Oczywiście nie są to góry w sensie geologicznym, ale potężne moreny czołowe — ogromne zwały piachu, gliny i głazów, które lodowiec pchał przed sobą i porzucił, gdy zaczęło robić się ciepło.
Efekt? Krajobraz, który z perspektywy siodełka przypomina mocno pogniecioną kartkę papieru. Tutejsze podjazdy nie ciągną się wprawdzie całymi kilometrami, ale bywają zdradliwe, a ich nachylenie nierzadko sięga dziesięciu czy piętnastu procent. Jedzie się tu bardzo dynamicznie: nieustannie w górę i w dół.
Do tego dochodzi słynny kaszubski piach i zachwycające zakątki, takie jak wymagająca Szwajcaria Kaszubska, czy niezwykłe jeziora lobeliowe o krystalicznie czystej wodzie. To region, który wymaga na rowerze odrobiny charakteru, ale szybko to wynagradza. Pozostaje przy tym niesamowicie pusty w porównaniu z zatłoczonymi nadmorskimi kurortami położonymi ledwie kilkadziesiąt kilometrów dalej.
Na koniec zostawiliśmy propozycję z drugiej strony granicy, bo to, co najpiękniejsze, bywa ukryte bardzo blisko. Jesioniki to czeskie góry, które nigdy nie widziały tłumów znanych nam z Tatr czy choćby z Beskidu Śląskiego. Dają rowerzystom dostęp do długich, niezwykle równych podjazdów, perfekcyjnych nawierzchni, leśnych asfaltów i szerokich widoków, przy których z miejsca zapominamy o zadyszce.Jest jeszcze jedna kluczowa zaleta tej okolicy. Czeski rytuał nagradzania wysiłku po zjeździe. Oznacza to przerwę w lokalnej hospodzie na kufel zimnej Kofoli i obowiązkową porcję smażonego sera. Dla wielu polskich rowerzystów te rejony to nadal całkowicie biała plama, a przecież leżą tuż za naszą miedzą.
Powyższa lista to oczywiście tylko ułamek tego, co mają do zaoferowania rzadziej uczęszczane regiony. Przemierzając tysiące kilometrów po polskich drogach, wciąż utwierdzamy się w przekonaniu, że najlepsze rowerowe historie piszą się w ciszy. Warto czasem zaryzykować i poszukać własnych "rowerowych kwiatków", by przekonać się, jak wiele zachwytu może przynieść trasa, o której nikt wcześniej nie słyszał.
Szukając alternatywy dla zatłoczonych, najpopularniejszych szlaków, polecamy odkryć rzadziej uczęszczane zakątki. Naszym zdaniem do najbardziej niedocenianych terenów należą: Opolszczyzna, malownicze Ponidzie, niezwykle spokojna Dolina Baryczy, zróżnicowane Łużyce w okolicach Zgorzelca, pofałdowane Kaszuby, a także czeskie Jesioniki tuż za południową granicą. Zjeździliśmy te miejsca na własnych nogach i to tam polecamy szukać rowerowej ciszy.
Opolszczyzna to świetny kierunek ze względu na rewelacyjną sieć dróg. Polecamy przejazd przez Bory Niemodlińskie, które słyną z idealnych szutrowych "autostrad", doskonałych dla rowerów typu gravel. Jadąc tymi lasami, można bezpiecznie dotrzeć do słynnego pałacu w Mosznej. Warto wziąć pod uwagę również trasy w okolicach Jeziora Turawskiego (Niwki) oraz widokowe szlaki wokół Prudnika czy przeprawę ręcznym promem rzecznym w Zdzieszowicach.
Dolina Baryczy to jeden z najlepszych wyborów na rodzinną, leniwą jazdę. Znajduje się tu największy w Polsce kompleks stawów rybnych. Trasy prowadzą głównie po równych groblach między zbiornikami wodnymi, dzięki czemu nie uświadczymy tu mozolnych podjazdów ani trudności technicznych. To setki kilometrów cichych, bezpiecznych dróg w samym sercu dzikiej, ptasiej przyrody.
Zdecydowanie! Zielony pas ciągnący się od Kielc przez Ponidzie aż po Sandomierz to doskonały teren na kilkudniową wyprawę. Sielski krajobraz przypomina "Świętokrzyską Toskanię" – szczególnie polecamy trasę z Buska-Zdroju przez Stradów i Wiślicę. Kolorowe, rolnicze pola, starożytne grodziska i stepowa roślinność tworzą niesamowity klimat przy praktycznie zerowym ruchu samochodowym. Można również zaplanować trasę przez Pacanów czy słynące z malowanych chat Zalipie.
Zgorzelec i region Łużyc zachwycają rowerową różnorodnością skumulowaną na bardzo niewielkim obszarze. Przekraczając granicę, wjeżdżamy na doskonałe, gładkie, niemieckie asfalty biegnące wzdłuż Nysy. Kierując się na południe, trafimy nad czyste jezioro Berzdorfer See w dawnej niecce kopalnianej, a jadąc na wschód, odkryjemy gravelowy raj w Borach Dolnośląskich. To idealne miejsce dla osób, które cenią zmienny krajobraz.
Wbrew powszechnemu przekonaniu o płaskiej północy kraju, Kaszuby to wymagający kondycyjnie teren! Znajdują się tam potężne moreny czołowe, które sprawiają, że krajobraz pełen jest wzniesień. Trasy w Szwajcarii Kaszubskiej oferują dynamiczną jazdę w górę i w dół, z nachyleniami podjazdów sięgającymi 10-15%. Region nadrabia ten wysiłek wspaniałymi widokami, kaszubskimi jeziorami lobeliowymi oraz niesamowitą wręcz pustką na szlakach.
Rewelacyjną alternatywą dla zatłoczonych polskich pasm górskich są czeskie Jesioniki. Oferują one rowerzystom dostęp do długich, równych podjazdów, perfekcyjnych nawierzchni z leśnymi asfaltami oraz szerokich widoków. Trasy tam są niezwykle ciche, a dodatkowym atutem jest to, że po zjazdach można zregenerować siły w tradycyjnej czeskiej hospodzie.
Zapisz się do newslettera Dwóch Rowerów — co miesiąc nowe pomysły na wyjazd.
Zero spamu. Możesz wypisać się jednym kliknięciem. Zapisując się, akceptujesz politykę prywatności.