Gran Canaria jest trzecią co do wielkości wyspą Archipelagu Wysp Kanaryjskich. Jest również drugą, po Teneryfie odwiedzoną przeze mnie. W trakcie tygodniowego pobytu przemierzyliśmy około 1000 kilometrów (w tym ponad 350 km na rowerze), widząc około 90% powierzchni wyspy.
Ten wpis to przewodnik po miejscach zarówno znanych i oklepanych, jak i tych których w innych wpisach dotyczących rowerowania po Gran Canarii próżno szukać. Będą zdjęcia i mapy. Szykujcie dobrą herbatę i lecimy.
Spis treści
Jak się dostać?
95% osób dociera na Wyspę wybierając lot samolotem. Jest to najprostsza i najbardziej ekonomiczna opcja. Loty odbywają się regularnie z kilku miejsc Polski, jednak również można lecieć - tak jak my - z Berlina. To rozwiązanie w szczególności optymalne dla osób zamieszkujących zachodnią część kraju - dojazd jest prosty, a loty są praktycznie codziennie.
Dla pozostałych 5%, które latać nie lubią, lub mają inne powody by nie wsiadać do samolotu pozostaje prom z lądowej części Hiszpanii, który płynie około 24 godzin.
Jak się poruszać?
Wysiadając z samolotu (czy odpowiednio dla wersji 5% - z promu), tak naprawdę otrzymujecie 3 możliwości poruszania się po wyspie. Najwygodniejsza - wynajem samochodu, najbardziej ekonomiczna - komunikacja autobusowa, oraz najdroższa - taksówki.
Samochód
My wybraliśmy samochód. Z kilku przyczyn. Po pierwsze rowery wynajmowaliśmy (o tym później) w Las Palmas, stolicy prowincji, zaś spaliśmy 60 kilometrów dalej, na południowym brzegu w Maspalomas. Chcąc szybko przedostać się na miejsce noclegu z bagażami i rowerami, to był jedyny słuszny wybór.
Wynajem samochodu jest w moim przekonaniu rozsądny cenowo, jeśli wie się gdzie auto wynajmować. Najtańszą i najlepszą opcją jest skorzystanie z lokalnej wypożyczalni CICAR. Argumenty które za tym przemawiają jest kilka, a najważniejszymi są: ubezpieczenie od wszelkich zdarzeń wliczone w cenę, oraz brak kaucji za wynajem.
Ceny za małe miejskie samochody zaczynają się od 120 euro za tydzień (przy czym 1 dzień to koszt w okolicach 25-30 euro), my za Seata Arona (który bez problemu zmieścił dwa rowery) z pełny bakiem zapłaciliśmy 182 euro. Uzupełnienie baku po przejechaniu 650 kilometrów to koszt dokładnie 41 euro. Miejcie na uwadze, że paliwo na Wyspach Kanaryjskich jest znacznie tańsze, niż na kontynencie. Ceny wahały się w przedziale 1,15-1,30 euro (4,92-5,55 zł) za litr 95, diesel był nieznacznie tańszy.
Autobus
Na Gran Canarii (ale podobnie było również na Teneryfie) funkcjonuje bardzo dobrze zorganizowana sieć autobusów GLOBAL, które dowożą w niemal każde miejsce na wyspie. Wiele z nich oferuje również przewóz rowerów, więc jeśli ktoś nie chce być niewolnikiem samochodu, nie jest hedonistą w zapętlaniu każdej swojej trasy, albo na przykład chce dotrzeć łatwiej w wybrane miejsca, to jest to dla niego opcja wyśmienita.
Ceny są umiarkowane, gdy sprawdzałem koszt dojazdu z lotniska do Maspalomas, pojawiła się kwota 3,5 euro. Za rower płaci się osobno, ale nie są to wielkie kwoty.
Taksówka
Opcja najmniej ekonomiczna i w zasadzie można postawić tutaj kropkę. Koszt transferu z lotniska na południe wyspy to około 120 euro w dwie strony.
Rower
No wiadomo! Po to w końcu się tam wybraliśmy. Zanim trasy i miejsca warte odwiedzenia, zajmijmy się wynajmem rowerów. Wypożyczalni rowerów jest na wyspie kilka(naście), ale wiemy jedno - drugi raz w miejscu w którym wynajęliśmy nasze KTM-y tego byśmy nie zrobili. Rowery były zmęczone życiem i zupełnie nieprzygotowane do jazdy. Luźne stery, niewyregulowane przerzutki, przetarte opony, zapieczone śruby nie pozwalające na modyfikację siodełka czy mostka to tylko wierzchołek góry lodowej. Zdecydowaliśmy się na nie, ponieważ udało się je zarezerwować na cały pobyt, w innych wypożyczalniach mielibyśmy rower tylko na część naszej wizyty na wyspie.
I żałowaliśmy, że tuż przed wyjazdem zrezygnowaliśmy z drugiej rezerwacji, w FreeMotion. To najpopularniejsza wypożyczalnia na wyspie, a dodatkowo w punkcie przy Playa del Ingles pracuje Cezary Pastucha (ten sam, który mnie fotografował we Wrocławiu, gdy odbierałem złożonego #PanaTytana), który nie dość że Was wzorowo obsłuży, to jeszcze sprzeda kilka ciekawych miejscówek, o których inni nie mają pojęcia.
Gdzie spać?
Sprawa wydaje się być oczywista, ale Booking czy Airbnb nie musi być wcale jedynym rozwiązaniem. Lokalne serwisy, albo rezerwacja bezpośrednio na stronach hostów też jest możliwa, ale uważnie wówczas prześledźcie komentarze, bo może się zdarzyć że traficie na minę.
Zróżnicowanie cenowe jest spore, dlatego warto wiedzieć czego się oczekuje od takiego miejsca. My skorzystaliśmy z oferty serwisu Canary Flat, mieszkanko jakie otrzymaliśmy było czyste, w świetnym miejscu i z wszystkimi udogodnieniami jakich potrzebowaliśmy. Koszt: około 2200 złotych/tydzień/2 osoby.
Co jeść i pić?
Jeśli osiedlicie się - jak my - w Maspalomas, to będziecie mieli okazję zjeść wszystkie potrawy świata, poza tymi prawdziwie hiszpańskimi (z wyjątkami). Jest mnóstwo restauracji włoskich, meksykańskich, chińczyków, ale nade wszystko przodują tutaj knajpy niemieckie. Oczywiście, wszelkie fast-foody i znane sieciówki (jak np. Hard Rock Cafe) również znajdziecie. Jeśli jednak poszukujecie jedzenia hiszpańskiego, czy ściślej kanaryjskiego, to trzeba udać się powyżej turystycznego zagłębia.
W każdej małej miejscowości będziecie mieli przynajmniej kilka możliwości spróbowania lokalnych specjałów. Jednak - jak się przekonaliśmy się kilka razy osobiście - nie zawsze tak smacznych jak byśmy tego oczekiwali.
Papas arrugdas
To jeden z ulubionych tapasów jakie możesz spróbować na Wyspach Kanaryjskich który dosłownie tłumaczy się jako "pomarszczone ziemniaczki". Charakterystyczną cechą jest solna skórka, która w przeszłości wynikała z gotowania w oceanicznej wodzie, a dziś z tego że nawet jeśli nie używa się wody z oceanu to do ich przygotowania potrzeba naprawdę dużo soli. Polane lokalnym sosem mojo stanowi nie tylko przekąskę, ale w przypadku kolarzy solidną dawkę energii. Porcja kosztuje około 4-5 euro i można się nią najeść w dwie osoby.
Tapasy
Czyli małe przekąski, które nie stanowią pełnoprawnego obiadu, a mają jedynie zaspokoić głód. Jednym z przykładów są powyższe ziemniaczki, ale to również dania rybne czy mięsne w połączeniu z dodatkami frytek. My próbowaliśmy kalmarów, które smakowały bardziej jak tuńczyk z puszki, pulpetów wieprzowych "po kanaryjsku", a także klasycznej tortilli.
Dania główne "po kanaryjsku"
Spróbowaliśmy kilku miejscowych specjałów, zarówno rybnych jak i mięsnych, których wspólnym mianownikiem było hasło w menu "po kanaryjsku". Były to ryby i mięsa z lokalnymi przyprawami polane sosem mojo. Cechą charakterystyczną dla dań głównych na Wyspach Kanaryjskich jest też ich wielkość. W porównaniu do tapasów, które są "w sam raz" daniami obiadowymi można się najeść do syta, czy wręcz przejeść. Być może trafiliśmy w złe miejsca bo dania wydawały się być zawsze albo niedogodotowane, albo przegotowane.
Świeży chleb z czosnkowym aioli
To jedna z popularniejszych przystawek, jakie zostaną Wam zaproponowane obok wspominanych już tutaj ziemniaczków. Prosta, a niezwykle smaczna. Warto dodać do swojego zamówienia.
Bocadilla
Czyli po prostu bagietka z dodatkami. Gotowe można zakupić w wielu miejscach w cenie 3-5 euro. My przygotowywaliśmy je zazwyczaj samodzielnie. Z dodatkiem lokalnych serów, chorizo i innych wędlin, z świeżymi warzywami było zdecydowanie lepszą przekąską na trasie niż batony i żele energetyczne.
Paella
Narodowe danie Hiszpanii. Na Wyspach Kanaryjskich koniecznie w wersji z owocami morza. Cała patelnia to danie którym spokojnie mogą się najeść trzy osoby i to do syta. Nie jest to tanie danie, ale w zestawie z napojami (wino lub sangria) kosztuje poniżej 40 euro.
Sangria
Obiad czymś trzeba popić, a najlepiej alkoholem. Może to być cerveza (czyli piwo), ale jest to dość powszechny trunek na całym świecie. Sangria zaś bezpośrednio kojarzy się właśnie z Hiszpanią. Czym jest? To wino (często mocne w przypadku Wysp), połączone z likierem oraz wodą mineralną gazowaną i kawałkami owoców.
Ciasteczka migdałowe z Agaete i Tejedy
Pomiędzy miejscowościami Agaete i Tejeda istnieją duże uprawy migdałowców, a ciasteczka są jednym z lokalnych przysmaków, który warto zabrać ze sobą z powrotem do Polski.
Barraquito, cortado, leche a leche
Będąc przy Agaete warto również wspomnieć, że znajduje się tutaj jedyna w Europie plantacja kawy. A na Wyspach Kanaryjskich kawa jest podawana specyficznie: w szklankach i najczęściej z dodatkami, które na kontynencie są rzadko spotykane. Głównym jest mleko skondensowane, które jest elementem kawy leche a leche, a także barraquito. Ten jest prawdziwym kilerem pod kątem dostarczania energii za sprawą specyficznego likieru. To napój, o którym przeczytacie w wielu przewodnikach w języku polskim, ale uprzedzam lojalnie - znalezienie go na Gran Canarii jest trudne. I to bardzo. Często, nawet gdy zamawialiśmy barraquito, otrzymywaliśmy leche a leche, lub wersję podrobioną bez likieru. Dopiero w uroczej miejscowości Teror udało się wypić pełnoprawne barraquito.
Ostatni rodzaj kawy, która jest bardzo powszechna w całej Hiszpanii to cortado. To połączenie espresso z mlekiem w proporcji 1:1, które jest wyraźnie widoczne po podaniu.
Rzemieślnicza czekolada z Arucas
Nie wiem, czy jest to rzecz, z której Arucas i Gran Canaria słynie, my na pewno do pracowni czekolady trafiliśmy przez przypadek. Degustowane przysmaki zachęciły nas do zakupu, bo ich smak był niebanalny i nieoczywisty, jak w przypadku innych nam znanych produktów czekoladowych.
Gdzie jeździć?
Docieramy do najważniejszej części tego przewodnika. Gran Canaria i rower - gdzie jeździć i co zobaczyć. Pokażę Wam nasze trasy, oraz te które przejechać chcieliśmy, ale z różnych powodów nam nie wyszło. Widzieliśmy je za to z okna samochodu i wiemy, że rowerowo byłoby to jeszcze ciekawsze doświadczenie.
95% tras opiera się głównie na południowej części wyspy, która - jak się sami przekonaliśmy - daje gwarancję dobrej pogody, choć niekoniecznie dobrych dróg. Tak, te pozostawiają często na południu wiele do życzenia, a jazda rowerem szosowym z oponami 25 mm (a takie posiadaliśmy) była niejednokrotnie udręką.
Ayagaures
Pierwsze miejsce, które zobaczyliśmy jeszcze tego samego dnia, którego dotarliśmy na Gran Canarię. Idealnie nadaje się na rozgrzewkę i sprawdzenie rowerów, jeśli je wypożyczacie tak jak my. Podjazd kilkunastokilometrowy w dużej mierze nie sprawia problemów, choć dojeżdżając do miejscowości jest już trudniej.
Soria i Ayacata
Jest to jedna z klasycznych pętli jakie można wykonać mieszkając w Maspalomas. Niecałe 90 kilometrów i blisko 2000 metrów przewyższenia pozwala solidnie się zmęczyć. Podjazd do miejscowości Soria jest wyczerpujący, choć niespecjalnie trudny. Trudność pojawia się po odbiciu w kierunku przełęczy Tauro, gdzie asfalt ulega znacząco pogorszeniu, a nachylenie miejscami zrzuca z siodełka.
Dalsza trasa również nie powala jakością dróg, choć korzystają z niej setki rowerzystów. Jest ona dość popularna, bo łączy wiele tras. Punktem wspólnym jest miejscowość Ayacata w której znajdziecie bar przy którym zawsze jest pełno rowerzystów.
Aż do San Bartolome de Tirajana towarzyszyć Wam będzie kiepski asfalt, ale droga już raczej (z małym wyjątkiem) będzie prowadzić w dół. Do Maspalomas czeka jeszcze jedno wzniesienie, do punktu widokowego Mirador de las Yegaus.
Pico de las Nieves z Aguimes
Widząc, że Gran Canaria przez kilka kolejnych dni ma być znacząco przykryta chmurami, postanowiliśmy zaatakować najwyższy szczyt wyspy - Pico de las Nieves. Nie zrobiliśmy tego jednak z Maspalomas, a z Aguimes, bardzo uroczej miejscowości oddalonej o niecałe 30 kilometrów od miejsca naszego noclegu.
Trasa ta okazała się trudniejsza niż myśleliśmy, a warunki pogodowe dodały jeszcze do tego nieco więcej pikanterii. Od samego początku towarzyszył nam mocny, boczny wiatr, który zrzucał niemal z siodełka. Pierwsze 10 kilometrów podjazdu było więc udręką. Chwilowy zjazd do kolejnej miejscowości - Santa Lucia, która jest oblegana przez rowerzystów - dał ukojenie przed dalszą wspinaczką. Drogę w większości zjeżdżaliśmy już dzień wcześniej, więc wiemy czego się spodziewać.
We wspomnianym już barze w Ayacata spotykamy mamba on bike, która uprzedza nas lojalnie że na górze nic nie widać, w dodatku jest zimno. Nie musimy wierzyć na słowo, bo wystarczy spojrzeć do góry na zasłonięte gęstą pokrywą chmur szczyty.
Końcowy fragment podjazdu zdaje się być najtrudniejszy. 3 kilometry z Ayacaty do parkingu pod Roque Nublo (najważniejszej atrakcji wyspy) to również 330 metrów przewyższenia. Lekko nie jest. Wjeżdżamy w chmury, które szybko okazują się być bardzo wilgotne.
Całkowicie przemoczeni musimy jeszcze zjechać w dół. Według Cezarego zjazd nie należy do łatwych, bo jest stromy. Zresztą cyferki mówią same za siebie. Do miejsca w którym zostawiliśmy samochód mamy 24 kilometry, a jesteśmy na wysokości 1900 metrów. Musimy zjechać około 1600 metrów w dół. Smaczku dodaje mgła, która ogranicza widoczność nawet do 20 metrów. Wiatr rzuca rowerem po całej szerokości drogi, a my nie wiemy czy za chwilę nie pojawi się jakieś auto podjeżdżające z naprzeciwka. Jakby tego było mało wyładowuje się przednia lampka (sic!).
To był jeden z najtrudniejszych dni na rowerze jakie doświadczyłem w swoim życiu i nie chodzi wcale o wykręcone cyferki. Polecam wykorzystać ślad, nawet jeśli miałbyś przeżywać coś podobnego jak my.
Playa de Mogan albo Taurito
Po tak intensywnym dniu, kolejnego postanowiliśmy nieco spuścić z tonu i zobaczyć południowe wybrzeże. Trasa w kierunku miejscowości Mogan to bardzo interwałowa droga, gdzie co chwilę droga wznosi się i opada. Tutaj też można spotkać zdecydowanie najwięcej rowerzystów. Przez całą trasę tam i z powrotem minęliśmy ich setki, jeśli nie tysiące.
Ruch jest umiarkowany, tak naprawdę tylko w okolicach miejscowości Arguneugin i Puerto Rico de Gran Canaria. Do samej Playa de Mogan nie można się dostać oficjalnie - droga tam prowadząca jest zagrodzona, a objazd każe korzystać z autostrady niedostępnej dla rowerów. Nieoficjalnie, drogą normalnie spacerują ludzie i jeżdżą rowerzyści, a na dowód dodaję tutaj link do jednej z tras. My nie ryzykowaliśmy i zawróciliśmy w Taurito.
Serenity climb
10-kilometrowy podjazd, który w przekonaniu wielu jest punktem obowiązkowym i najważniejszą kolarską atrakcją na Gran Canarii. Nie ukrywam, że widok z góry na cały podjazd wygląda imponująco. Z pewnością wjechanie tam jest tego warte.
Podjazd ten może być częścią większej pętli, jednak tego dnia pogoda nie była łaskawa. Mogliśmy za to odwiedzić zachodnią część wyspy i zobaczyć co Gran Canaria tutaj oferuje. Dla chętnych dwie trasy, których przejechać się nie udało, ale są warte pokonania ich na rowerze.
GC-200 i zachodnia część wyspy
Trasy te dają możliwość odwiedzenia kilku niezwykłych miejsc i poznania bardziej zielonej części wyspy. Drogi są tutaj w znacznie lepszym stanie, niż na południu, ale również są węższe i bardziej wymagające jeśli chodzi o podjeżdżanie.
Świetnym doświadczeniem z całą pewnością jest jazda drogą GC-200 wzdłuż wybrzeża, która nawet z perspektywy samochodu była emocjonująca, a w dodatku pozwala cały czas spoglądać w kierunku Teide. Ślad który macie dostępny poniżej prowadzi przez tunel, który jest przyjazny rowerzystom, ale można podobno też zaryzykować i skorzystać ze starej drogi. Podobnie jak na trasie do Mogan - część jest oficjalnie zamknięta z powodu spadających kamieni, ale jeśli lubisz ryzyko, to jest to możliwe.
Wąwóz Guriete, wietrzna droga GC-500Kolejna pętla dookoła Maspalomas nie jest oczywista, ponieważ mało kto decyduje się na jazdę w takiej konfiguracji jak my. Początek jest już nam doskonale znany - do miejscowości Santa Lucia jechaliśmy, choć w odwrotnym kierunku. Wiemy czego się spodziewać, również po ilości samochodów, których w niedzielny poranek nie brakuje. Istotną częścią tej trasy jest zjazd wąwozem Guriete.
Znów zmierzamy do Aguimes pod wiatr, ale tym razem drogą która jest bardziej osłonięta przez góry i przez to też przyjaźniejsza. W Ingenio odbijamy w prawo w kierunku wybrzeża. Droga o umiarkowanym ruchu, ale z wiatrem w plecy pozwala nam szybko wrócić do Maspalomas.
Tejeda, Artenara, Arucas, Firgas, Teror
Te nazwy miejscowości nie są wymieniane w pierwszym rzędzie miejsc, które warto objechać na rowerze. W dużej mierze dlatego, że znajdują się po północnej stronie wyspy, bardziej deszczowej, a co za tym idzie rzadziej uczęszczanej.
A są to miejsca, które odwiedzić warto. Pozwoli Wam to doświadczyć zupełnie innego klimatu, który odróżnia tą część wyspy od południa, a dodatkowo poznać wiele historycznych miejsc. Poniższe dwie trasy były w naszych planach, ale ostatecznie objechaliśmy je tylko samochodem.
Las Palmas de Gran Canaria
Z jednej strony żałujemy że stolicy wyspy i całej prowincji nie poznaliśmy, ale panujący tam tłok zwyczajnie nas odstraszył. Zobaczyliśmy centrum, bo tam była nasza wypożyczalnia, ale nie zagłębialiśmy się w uliczki. Ba, nawet nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia. Jeśli będziecie mieli więcej czasu, ochotę a tłok Was nie odstrasza, to warto spędzić tam trochę czasu.
Wydmy Maspalomas
To nie jest wprawdzie propozycja kolarska, ale mieszkając w Maspalomas wypada odwiedzić tutejsze wydmy, które są jedną z głównych atrakcji Gran Canarii.