Strona główna O nas Planer Trasy Narzędzia Sklep Blog Współpraca Koszyk Kontakt
Recenzje i poradniki/10.08.2026/6 min czytania

Największe kłamstwo: Brooks siodełko na całe życie

Największe kłamstwo: Brooks siodełko na całe życie

Wchodząc na dowolne forum rowerowe, facebookową grupę dla pasjonatów długich dystansów albo czytając zagranicznego Reddita, często można zobaczyć pytanie: „Jakie jest najwygodniejsze siodełko na wielogodzinne wyrypy?”. W komentarzach ściana odpowiedzi, które brzmią jak mantra powtarzana przez wyznawców jakiejś tajemniczej, ortodoksyjnej sekty: „Tylko Brooks”, „Kup skórzane B17, a twój tyłek ci podziękuje”, „Skóra układa się do ciała, to inwestycja na całe życie”. Wybór prawdziwych rowerzystów, nie amatorów szukających łatwych rozwiązań.

Też uwierzyłem w to kłamstwo. Zamontowałem do swojego tytana Brooks B17 Narrow Carved, czyli wersję węższą, sportową i wyposażoną w anatomiczne wycięcie. To miał być mariaż idealny: szlachetny tytan pochłaniający drgania i klasyczna skóra.

Przez dwa lata i przez ponad 20 tysięcy kilometrów, próbowałem udowodnić sobie, że ten mit jest prawdziwy. Nie jest. Nie piszę tego po dwóch tygodniach rozczarowania, piszę to po dwóch latach, w których dałem temu siodełku każdą możliwą szansę.

Docieranie, które się nie kończy

Mit numer jeden: skóra „dotrze się" do Twojego ciała. Głównym orężem w rękach forumowych obrońców Brooksa jest mityczny okres układania się skóry. Wszyscy powtarzają, że na początku siodełko jest twarde jak sosnowa deska (co jest prawdą), ale wystarczy przejechać 500 kilometrów i dzieje się magia. U mnie ten proces trwał około 7-8 tysięcy kilometrów i dziesięciu miesięcy jazdy. Tył siodełka zaczął być po tym czasie akceptowalny, lecz przód - tutaj moment dotarcia nie nastąpił nigdy. Wciąż jest twardy i niewygodny, choć nie tak mocno jak w dniu zakupu.

Co prawda nie stosowałem żadnych co najmniej dziwnych porad, które można znaleźć na forach. Nie gotowałem siodełka we wrzątku, nie piekłem go w piekarniku, ani nie rozbijałem młotkiem. Byłem cierpliwy. Zastosowałem jedyny proces, jaki naprawdę działa: jazda. 

Największe kłamstwo: Brooks siodełko na całe życie

Ból można wytrzymać. Rany nie

Mit o Brooksie sprzedaje się na haśle „wygoda", ale moje doświadczenie to coś innego niż zwykły dyskomfort. Wielu obrońców tego siodełka powie, że ból siedzenia jest do przetrzymania, że to kwestia przyzwyczajenia. Zgadzam się - ból sam w sobie jest do zaakceptowania, nawet gdyby posadzili mnie na desce. Model Carved z założenia ma chronić tkanki miękkie przed uciskiem. W praktyce wycięcie w środku siodła stało się głównym źródłem udręki. Brzegi otworu są tak sztywne i twarde, że powodowały bardzo bolesne obtarcia naskórka. A rana, w przeciwieństwie do bólu czy nacisku na kość siedzeniową, nie jest kwestią przyzwyczajenia. Rana się nie „dociera".

Inwestycja na lata, która boi się... wilgoci

Jeśli wydajesz dość duże pieniądze na siodełko, oczekujesz niezawodności. Tymczasem klasyczny Brooks żyje własnym, całkowicie kapryśnym życiem, a jego największym wrogiem okazuje się... higroskopijność skóry.

Zastanawiałem się, dlaczego jednego dnia jazda na Brooksie była w miarę znośna, by następnego - bez zmiany ustawień - to samo siodełko stawało się narzędziem średniowiecznych tortur. Odpowiedź jest prosta i zgłaszają ją zdesperowani rowerzyści na całym świecie: to wina wilgotności. W dni o wysokiej wilgotności, włókna kolagenowe w skórze chłoną wilgoć z otoczenia jak gąbka. Z kolei w dni suche- siodło twardnieje. Wygoda zależy więc od tego, co akurat rano zapowie prezenter pogody.

Zmuszanie się do jazdy na siodełku, którego stabilność ergonomiczna jest uzależniona od warunków atmosferycznych, to absurd. Do tego dochodzi bezpośredni kontakt z wodą. Pewnego razu, podczas całodziennego kręcenia w deszczu, skóra poddała się całkowicie. Mimo zastosowania szczelnej osłony przeciwdeszczowej, wilgoć zrobiła swoje, a piękna, brązowa farba po prostu wytarła się z powierzchni.

Nigdy nie zostawiłem siodełka bez ochrony w deszczu - było to świadome, bo wiedziałem, jakie konsekwencje się z tym mogą wiązać. To jest problem, o którym większość osób milczy, a o którym musisz pamiętać zawsze. Pokrowiec przeciwdeszczowy to dodatkowy element o którym nie możesz zapomnieć, bo inaczej skóra zacznie „pływać". Nie ma żadnej alternatywy poza pilnowaniem tego. A konserwacja siodła, o której entuzjaści piszą jak o rytuale budującym więź ze sprzętem, w praktyce jest po prostu dodatkowym obowiązkiem, który trzeba wykonywać regularniej, niż by się wydawało.

Największe kłamstwo: Brooks siodełko na całe życie

Waga, której nie poczułem, to jedyny plus

Nie wszystko jednak jest złe. Na plus zaskoczyła mnie waga, a raczej fakt, że nie zauważyłem różnicy w prowadzeniu roweru przez większą wagę siodełka, mimo że to jeden z najczęściej powtarzanych zarzutów wobec skórzanych siodełek. Podobnie nie miałem problemu z nitami ocierającymi uda przy staniu na pedałach, o czym też można przeczytać na niejednym forum. To jeden z niewielu argumentów przeciwko Brooksowi, którego u siebie nie potwierdzam. 

Rachunek, który nie wychodzi

Ponad 500 złotych za siodełko to nie jest kwota, którą wydaje się bez zastanowienia. Cały argument „kupujesz raz na całe życie" miał to uzasadniać - droższe teraz, tańsze w perspektywie wielu lat użytkowania.  Tylko że ten rachunek nie zakłada, że siodełko w ogóle się nie sprawdzi. U mnie po dwóch latach i 20 tysiącach kilometrów nie przełożyło się to na komfort, tylko na doświadczenie, po którym kupiłem drugie siodełko - więc realnie zapłaciłem za dwa. Argument ekonomiczny działa tylko w scenariuszu, w którym siodełko faktycznie Ci pasuje. Jeśli nie pasuje, płacisz podwójnie: raz za nadzieję, drugi raz za rozwiązanie problemu.

Dlaczego mit w ogóle powstał?

Tu jest chyba najważniejszy wniosek z tych dwóch lat: Brooks nie jest złym siodełkiem. Jest siodełkiem, które może pasować, a może nie pasować - dokładnie tak, jak każde inne siodełko na rynku. Różnica polega na tym, że wokół tej jednej marki narosła narracja uniwersalności, w którą łatwo uwierzyć. Ludzie, którym siodełko pasuje anatomicznie, zostają lojalistami na dekady i głośno o tym piszą. Ci, którym nie pasuje, zwykle po prostu wracają do czegoś innego po cichu. W efekcie internet jest pełen zachwytów i prawie pusty od historii takich jak moja.

Kupując to siodełko, wiedziałem już wtedy, że jest dla mnie za szerokie. Mimo to zaryzykowałem, bo uwierzyłem, że skóra się „rozbije" i dopasuje. Obietnica, że materiał naprawi błąd doboru rozmiaru, wystarczy tylko wytrzymać, u mnie nie została zrealizowana.

Co teraz?

Po kilku latach wróciłem do Selle Italia SLR - siodełka na którym zrobiłem najwięcej kilometrów w swoim życiu. Siodełka sprawdzonego, sportowego, bez rytuałów, bez pokrowców na deszcz, bez smarowania.

Kiedy ludzie pytają nas o Brooksa - a pytają często, licząc na potwierdzenie tego, co przeczytali w internecie - widzę zdziwienie na ich twarzach, gdy opowiadam, jak to naprawdę wygląda. Bo hasło „kupujesz raz na całe życie" jest w moim przypadku prawdziwe tylko w jednym sensie: kupiłem raz. I nigdy więcej.

Najczęstsze pytania

Dobrze wiedzieć

Ile kilometrów potrzeba, żeby Brooks się „dotarł"?

W moim przypadku 7–8 tysięcy kilometrów i około dziesięciu miesięcy jazdy, zanim tylna część siodełka zrobiła się choćby akceptowalna. Przednia część nie dotarła się nigdy, nawet po ponad 20 tysiącach kilometrów.

Czy smarowanie skóry (Proofide) pomaga w docieraniu?

Robiłem to regularnie, ale szczerze – nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, że to cokolwiek zmieniło. To rytuał, w który się wierzy, bo tak mówi instrukcja.

Czy da się przyspieszyć docieranie skóry?

Jedyne, co realnie działa, to jeżdżenie. Żadne triki nie przyspieszą procesu bardziej niż zwykła, systematyczna jazda.

Jaki był największy problem – ból czy coś innego?

Sam ból od nacisku jest do zaakceptowania. Prawdziwym problemem było otarcie dokładnie w miejscu wycięcia, które miało odciążać tkanki miękkie – czyli tam, gdzie siodełko teoretycznie miało chronić najbardziej.

Czy zmiana wkładek w spodenkach coś zmieniła?

Testowałem różne wkładki, licząc, że to one są źródłem problemu. Problem leżał w samym siodełku, nie w warstwie między nim a ciałem.

Czy nity po bokach siodełka ocierają uda przy jeździe na stojąco?

U mnie nie – to jeden z częstych zarzutów wobec Brooksa, którego akurat nie potwierdzam.

Czy waga skórzanego siodełka jest odczuwalna w jeździe?

Nie zauważyłem różnicy w prowadzeniu roweru ani przy jeździe na stojąco.

Co się dzieje z Brooksem, gdy zmoknie?

Skóra zaczyna „pływać" i traci napięcie. Dlatego zawsze jeździliśmy z pokrowcem przeciwdeszczowym – co oznacza dodatkowy element o którym trzeba pamiętać przy każdej jeździe.

Czy regulacja napięcia skóry śrubą pomaga?

Kiedy siodełko zaczęło się nadmiernie „rozciągać" (efekt tzw. łódki), delikatne dokręcenie śruby dawało chwilową poprawę.

Czy Brooks rzeczywiście „kupujesz raz na całe życie"?

W moim przypadku – tak, ale w zupełnie innym sensie, niż sugeruje to hasło marketingowe: kupiłem raz i nigdy więcej. Ekonomiczny argument działa tylko wtedy, gdy siodełko faktycznie pasuje anatomicznie. Jeśli nie pasuje, płacisz podwójnie – raz za nadzieję, drugi raz za siodełko, które faktycznie rozwiązuje problem.

Czy odradzacie Brooksa każdemu?

Nie twierdzimy, że to złe siodełko dla wszystkich – twierdzimy, że nie jest uniwersalnie najlepszym siodełkiem świata, za jakie bywa podawane. Pasuje niektórym ciałom, innym nie, dokładnie jak każde inne siodełko na rynku. Różnica polega na tym, że wokół tego jednego modelu narosła narracja wyjątkowości, której nasze dwa lata i ponad 20 tysięcy kilometrów po prostu nie potwierdzają.

Czytaj dalej

Zobacz również

← Wszystkie wpisy
Newsletter Dwa Rowery

Następna dla Ciebie

Zapisz się do newslettera Dwóch Rowerów — co miesiąc nowe pomysły na wyjazd.

Zero spamu. Możesz wypisać się jednym kliknięciem. Zapisując się, akceptujesz politykę prywatności.