Są takie trasy, które nie są ani najbardziej techniczne, ani najbardziej popularne. Nie wypluwają płuc, ale dają Ci coś innego – satysfakcję, która nie pochodzi z segmentów na Stravie, tylko z poczucia: „To było moje. Tylko moje.”
Trasa na Pradziada, którą Ci pokażemy, nie zaczyna się w Jeseniku, Karlovej Studance ani Koutach nad Desnou. Zaczyna się w… Prudniku. I nie, nie popełniliśmy błędu.
To pętla, która prowadzi Cię przez zapomniane doliny, powodziowe krajobrazy, niedostępne przełęcze, a na koniec pozwala zobaczyć Pradziada z innej perspektywy – tej, której nie ma na pocztówkach. Tę trasę pokochają Ci, którzy jeżdżą dla widoków, ciszy i zaskoczeń za każdym zakrętem.
Spokojny początek do mocnej jazdy
Na dzień dobry masz porządny, bezpłatny parking – to już coś. Nie musisz kombinować, gdzie zostawić auto ani czy ktoś Ci wybije szybę. Prudnik żegna nas zielenią ogródków działkowych, a Ty od razu czujesz, że dziś będzie dobrze.
Wjeżdżasz w Dolinę Złotego Potoku – nazwa jak z bajki, a teren jest równie bajkowy. Asfalt jest, czasem lepszy, czasem gorszy, czasem zabrany przez wielką wodę. Po drodze spotykasz więcej bocianów niż samochodów.
Pierwszy punkt orientacyjny? Jarnołtówek. Mały, spokojny, z klimatycznym kościółkiem, za którym… zaczyna się pierwszy test.
Pierwsze WOW
To jeszcze nie Pradziad, ale już możesz poczuć zapach potu i nadchodzącej przygody. Podjazd jest krótki, ale konkretny – i kończy się tak, jak lubimy najbardziej: panoramą Jesioników, która wbija w siodełko. Gdyby był czas – można by tu siedzieć godzinami. Ale my jedziemy dalej.
Zjeżdżamy dynamicznie do Głuchołazów – ale uwaga: nie sugeruj się starą mapą. Po powodzi z września 2024 r., wiele odcinków szlaku EuroVelo 9 wzdłuż rzeki jest zniszczonych i zamkniętych. Trzeba odbić na drogę główną.
Po przekroczeniu granicy, między Mikulovicami a Jesenikiem widać skalę zniszczeń. Mosty odbudowywane, drogi z piaskiem i błotem, a my lawirujemy między utrudnieniami, jak zawodowcy.
EV9 (a w czeskim oznaczeniu szlak rowerowy nr 4) prowadzi Cię do Jesenika. W dużej mierze jedziemy bocznymi ścieżkami, ale główna droga jest nieunikniona na kilku odcinkach - ze względu na zniszczenia powodziowe. Ale zawsze gdy tylko się da – trasa korzysta z cichszych opcji.
Cervenohorske Sedlo
Po wyjeździe z Jesenika, kierujesz się szlakiem rowerowym nr 6210. Ruch się zmniejsza, otwiera się przestrzeń, a Ty szykujesz się psychicznie: czas na jeden z najfajniejszych podjazdów w Jesionikach.
Droga na Cervenohorske Sedlo to klasyk. Jeżdżą tam kolarze, motocykliści. Ale asfalt szeroki, tempo swoje, a widoki z zakrętów – takie, że nogi mniej bolą.
Na górze – bar, toaleta, ładowarka, może kofola, może piwko bezalko. Zasłużyliśmy. Bo właśnie tu zaczyna się najważniejszy etap.
Pradziad nie wybacza, ale daje wszystko
Z Sedla do Pradziada jest jeszcze 12 kilometrów. Z czego ostatnie 6 to czysta walka. Asfalt? Zapomnij. Tutaj znajdziesz raczej kamienie, korzenie, kładki, błoto. Niektórzy będą tu prowadzić rower. Inni – się zakochają.
Ale to nie ma znaczenia. Bo widoki, które otwierają się z kolejnych kilometrów, są po prostu nie do opisania. To nie jest klasyczny podjazd na Pradziada, który znasz z parkingu w Karlovej Studance. Tu jesteś z boku, na dziko, w wersji RAW.
Mijasz torfowiska, drewniane pomosty, schronisko Ovcarna, wreszcie dojeżdżasz na szczyt z wieżą. Jest asfalt, są tłumy, ale Ty już swoje zrobiłeś. Możesz spojrzeć z góry z dumą – bo tu dotarłeś nie z popularnej strony, tylko swoją własną drogą (z naszą pomocą).
W dół… i dalej przygodowo
Zjeżdżamy klasykiem do Karlovej Studanki, a potem przez Vbrno kierujemy się na Mnichov. Tu możesz odbić do lasu i uciec od ruchu – my jednak zostajemy na szosie. Jest spokojnie, bezpiecznie, a przede wszystkim pięknie!
W Hanusovicach zaczyna się kolejna przygoda: Droga Drwali. Brzmi romantycznie? Nie do końca. To odcinek, na którym asfalt był kiedyś. Dziś trzeba uważać – dziury, błoto, ślady ciężkiego sprzętu. Ale warto, bo to dziki fragment bez ludzi i aut.
Ostatnia prosta i dzika granica
Od Janova zjeżdżasz przyjemnie w dół. Za wiaduktem kolejowym w Jindrichovie skręcasz w lewo i… wracasz do Polski. Cicho, bez szumu, bez tabliczek.
Lasem Prudnickim docierasz do Dębowca, zjeżdżasz do Prudnika, zamykasz pętlę. 130 km. 2000 metrów w pionie. Setki historii do opowiadania.
Czy to trasa dla każdego?
👉 Jeśli szukasz emocji i widoków, a nie idealnych nawierzchni – TAK.
👉 Jeśli jeździsz gravelem, lub szosą na oponie 32+ – TAK.
👉 Jeśli szukasz swojej konkretnej trasy z charakterem – TAK.
👉 Jeśli chcesz poczuć, że wiesz coś, czego inni nie wiedzą – zdecydowanie TAK.
To nie jest trasa z Insta (chyba, że z naszego). To nie jest najłatwiejszy sposób na Pradziada. Ale to najbardziej satysfakcjonująca trasa, jaką możesz zrobić w Jesionikach.