Przygotowanie rowerów do transportu samolotem jest dla nas zawsze źródłem ogromnych emocji, zarówno pozytywnych, jak i... tych nieco mniej. Z jednej strony to początek przygody - czekają na nas nowe trasy w nowym miejscu. Z drugiej… zawsze pojawia się obawa: czy rower doleci w jednym kawałku?
Jeśli czytaliście nasz wcześniejszy wpis o pakowaniu roweru do samolotu, wiecie, że w przeszłości korzystaliśmy z różnych rozwiązań – od zwykłych kartonów po dedykowane torby transportowe różnego rodzaju. Każde z tych rozwiązań ma swoje zalety i wady.
Tym razem za sprawą współpracy z marką Thule, dostaliśmy do dyspozycji torby Thule RoundTrip Road Bike Travel Case. Od razu zaznaczmy jedną rzecz - torby dostaliśmy od producenta, ale Thule nie miało żadnego wpływu na treść tej recenzji. To po prostu nasze wrażenia po pierwszym wyjeździe i kilku lotniskowych doświadczeniach.
Pierwsze wrażenie po wyjęciu torby z pudełka jest bardzo pozytywne. RoundTrip nie jest klasyczną miękką torbą transportową, ale też nie jest typową sztywną walizką, które często ważą tyle, że ciężko do nich spakować cokolwiek więcej niż sam rower. To coś pomiędzy. Ściany torby są wzmocnione panelami z tworzywa, które tworzy strukturę ochronną wokół roweru. Dzięki temu torba zachowuje dobrą sztywność, a jednocześnie pozostaje stosunkowo lekka i mobilna. To właśnie ten kompromis między wagą a ochroną jest jedną z największych zalet tego rozwiązania.
Pakowanie roweru
Do toreb pakowaliśmy dwa gravele - w rozmiarach XS i L. Proces pakowania był bardzo prosty i w dużej mierze zgodny z tym, co proponuje producent: musimy zdjąć koła, zdemontować kierownicę (instrukcja mówi by zdjąć kierownicę z mostkiem, ale my zdecydowaliśmy się na odkręcenie samej kierownicy), odkręcić pedały, a także zdjąć tylną przerzutkę, aby nie uległa uszkodzeniu. To standard w większości rowerowych toreb transportowych.
Cały proces - razem z pakowaniem dodatkowego bagażu i nagrywaniem materiału do rolek - zajął nam około pół godziny na każdy rower. To naprawdę dobry wynik.
Dużym ułatwieniem jest stojak serwisowy, który znajduje się w zestawie. To element, który na pierwszy rzut oka może wydawać się zbędnym dodatkiem, ale w praktyce bardzo ułatwia pracę. Rower mocuje się od razu na szynie, która ląduje później we wnętrzu torby, a my możemy spokojnie odkręcić wszystko i przygotować rower do transportu.
Pojemność i organizacja wnętrza
Jedną z rzeczy, która pozytywnie nas zaskoczyła, jest pojemność torby. Po zapakowaniu roweru w środku wciąż zostaje sporo miejsca na dodatkowe rzeczy, dzięki czemu do samolotu mogliśmy wsiąść jedynie z małym bagażem podręcznym. W torbie znalazło się miejsce na: kask, buty, większość odzieży, narzędzia i części zamienne.
W praktyce torba okazała się być nie tylko schronieniem dla roweru, ale też walizką podróżną. To duży plus, bo w podróży lotniczej każdy bagaż jest na wagę złota. Pamiętajcie jednak o limitach, które często obowiązują przy takich ponadgabarytowych bagażach - najczęściej ok. 30-32 kg, co w praktyce oznacza, że poza walizką i rowerem możecie zabrać jeszcze kilka kilogramów innych rzeczy.
Kolejną rzeczą, która bardzo nam się spodobała w tej konstrukcji, jest organizacja wnętrza. Wiele toreb transportowych ma jedną dużą komorę, w której wszystko lata luzem. RoundTrip działa inaczej. Koła trafiają do dedykowanych kieszeni, rama jest zabezpieczona pasami i otulana jedną warstwą materiału ochronnego, kierownica ma swoje mocowanie. Dzięki temu rower jest stabilny w środku i nie ma możliwości, aby cokolwiek mogło się przemieszczać podczas transportu.
W porównaniu z torbami konkurencji, czy zwykłych kartonów z których korzystaliśmy kiedyś, tutaj nie ma wrażenia „słabych punktów” konstrukcji. Całość jest przemyślana i sprawia wrażenie bardzo solidnej.
Ochrona roweru
Największa obawa podczas samolotowej podróży z rowerem jest zawsze ta sama: czy rower przetrwa? Personel lotniskowy generalnie nie słynie z delikatnego traktowania bagażu. W przypadku RoundTrip konstrukcja torby robi bardzo dobre wrażenie. Najważniejsze elementy są naprawdę dobrze zabezpieczone. Koła mają dodatkowe elementy usztywniające, więc nie ma ryzyka uszkodzenia tarczy hamulcowej (co niestety nam się zdarzyło, gdy korzystaliśmy z podobnego rozwiązania konkurencji). Rama jest chroniona panelami z tworzywa, dzięki czemu całość utrzymuje stabilną strukturę. To właśnie dzięki temu torba jest ciekawą alternatywą dla droższych, sztywnych walizek. Daje realną ochronę, ale pozostaje bardziej praktyczna w codziennym użytkowaniu.
Mobilność
Jednym z największych plusów tej torby jest jej mobilność. Po pierwsze: kółka. Są duże, solidne i dobrze radzą sobie na lotniskach czy parkingach. Jedno z nich jest wyciągane. Po drugie: kompaktowość po złożeniu. Sztywne walizki mają jeden duży problem - kiedy nie są używane, zajmują ogromną ilość miejsca. RoundTrip można złożyć. Dzięki temu torba mieści się pod łóżkiem czy w niewielkiej piwnicy/komórce, co w polskich realiach małych mieszkań ma na prawdę ogromne znaczenie.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi przy torbach transportowych. Jak je dowieźć na lotnisko? W naszym przypadku dwie torby bez problemu zmieściły się w naszej Skodzie Fabii. To jest bardzo praktyczny detal. Nie każdy ma duży samochód, a transport dwóch rowerów na lotnisko potrafi być logistycznym wyzwaniem. Przekłada się to też na oszczędności podczas wyjazdu - nie trzeba wynajmować specjalnego, dużego samochodu, wystarczy mały (jak. np. wspomniana Fabia), a nawet można pokusić się o podróż komunikacją publiczną.
Minusy
Torby przeszły swój pierwszy prawdziwy test podczas naszej podróży lotniczej do Calpe. Rowery dotarły na miejsce i wróciły do domu bez najmniejszych uszkodzeń. I to jest najważniejsze. Niestety, jedna rzecz nie przetrwała podróży idealnie. Po odbiorze bagażu w Hiszpanii, zauważyliśmy, że w jednej z toreb pojawiło się rozcięcie materiału zewnętrznego. Wyglądało to tak, jakby torba zahaczyła o jakąś ostrą krawędź na lotnisku.
Warto też zaznaczyć, że nie jesteśmy jedynymi osobami, które zwróciły uwagę na ten element. W innych recenzjach również pojawiają się uwagi dotyczące trwałości materiału zewnętrznego. Nie jest to wielki problem, ale coś, co warto mieć z tyłu głowy.
Czy to lepsze niż karton?
To pytanie pojawia się bardzo często przy jakiejkolwiek recenzji tego typu sprzętu. Zawsze znajdą się osoby, które będą przekonywać do kartonów, jako wystarczającej alternatywy dla rowerowych podróży lotniczych. Prawda jest taka, że karton też się sprawdza i jeśli podróżujecie z rowerem sporadycznie, to jest to sensowna opcja. Ale gdy Wasze podróże stają się bardziej regularne, to inwestycja w taką torbę szybko się zwróci, a Wy nie będziecie musieli z każdym kolejnym lotem robić rundy po okolicznych sklepach rowerowych w poszukiwaniu kartonu.
Podsumowanie
Po pierwszym wyjeździe mamy poczucie, że Thule RoundTrip Road Bike Travel Case to jedna z tych rzeczy, które zostały zaprojektowane przez ludzi, którzy faktycznie podróżują z rowerem. To po prostu bardzo przemyślany system, który rozwiązuje większość problemów pojawiających się przy lataniu z rowerem. Spełnił on nasze oczekiwania z nawiązką, a torby już czekają na kolejną podróż.
Te rzeczy naprawdę nam się spodobały:
- Świetna organizacja wnętrza: każdy element roweru ma swoje miejsce. Dzięki temu wszystko jest stabilne i dobrze zabezpieczone.
- Bardzo duża pojemność: po zapakowaniu roweru zostaje sporo miejsca na kask, buty, narzędzia i ubrania.
- Panele ochronne z tworzywa: to właśnie one sprawiają, że torba jest dobrą alternatywą dla sztywnych walizek.
- Stojak serwisowy w zestawie - niby detal, ale w praktyce bardzo ułatwia pakowanie roweru.
- Mobilność - duże kółka i dobra konstrukcja sprawiają, że torbę łatwo prowadzić po lotnisku.
- Możliwość złożenia torby - to ogromny plus w codziennym użytkowaniu - szczególnie jeśli nie macie dużego garażu.
- Logistyka transportu - dwie torby bez problemu zmieściliśmy w zwykłej Skodzie Fabii.
To wszystko sprawia, że RoundTrip jest ciekawą alternatywą dla ciężkich, bardzo drogich sztywnych walizek. Dostajemy bardzo dobrą ochronę, ale w formie znacznie bardziej praktycznej w codziennym użytkowaniu. Bo prawda jest taka, że podróż z rowerem nie zaczyna się i nie kończy na lotnisku. Trzeba jeszcze jakoś na to lotnisko dotrzeć, a także móc przechowywać ją w domu.
Nie ma rzeczy idealnych i tutaj też pojawił się jeden minus:
Po pierwszym locie w jednej z toreb pojawiło się rozcięcie materiału - prawdopodobnie od jakiejś ostrej krawędzi podczas obsługi bagażu na lotnisku. Zabezpieczyliśmy je tymczasowo srebrną taśmą, ale szukamy bardziej trwałego rozwiązania. Nie jest to jednak problem konstrukcyjny torby - raczej element, który może ucierpieć przy bardzo brutalnym traktowaniu bagażu przez obsługę lotniska.
Dla kogo jest ta torba?
Najbardziej skorzystają na niej osoby, które:
- podróżują z rowerem kilka razy w roku
- chcą lepszej ochrony niż karton
- nie chcą kupować ciężkiej sztywnej walizki
- mają ograniczoną przestrzeń do przechowywania torby
Jeśli latacie z rowerem regularnie, torba transportowa przestaje być dodatkiem – a zaczyna być po prostu narzędziem podróży. I w tej roli Thule RoundTrip Road Bike Travel Case sprawdza się naprawdę bardzo dobrze.