Każdy, kto spędza w siodle długie godziny, doskonale wie, jak szybko euforia z jazdy może zamienić się w walkę z dyskomfortem. Szutry, dziurawe leśne ścieżki i polski, popękany asfalt potrafią na długim dystnansie (ale nie tylko) wyciągnąć z człowieka całą energię. Dłonie, nadgarstki i barki rzadko wybaczają setki kilometrów na sztywnym widelcu. Zawsze powtarzaliśmy, że w gravelu i bikepackingu prostota to podstawa, dlatego do wszelkich nowinek tego segmentu podchodziliśmy z dużą rezerwą. W końcu jednak ciekawość (i odrobina zmęczenia materiału) wygrała.
Postanowiliśmy sprawdzić na własnej skórze, czy kilka milimetrów skoku pod kierownicą to tylko marketingowy chwyt, czy faktyczna ulga na długich trasach. Amortyzowany mostki Redshift ShockStop dostaliśmy bezpośrednio od producenta. Przez ostatnie trzy miesiące mieliśmy je zamontowane na naszych rowerach i testowaliśmy na lokalnych rundkach pod domem, oraz na kilkudniowych bikepackingach w różnorodnym terenie. Wszystko po to, aby ostatecznie odpowiedzieć na pytanie: czy takie rozwiązanie ma w ogóle sens?
Pierwsza myśl po montażu nie była tym czego się spodziewaliśmy. Po prostu ten mostek nie sprawiał wrażenia, jakby miał w czymkolwiek pomóc. Przez pierwsze kilometry oboje mieliśmy wrażenie, że mostek zachowuje się... dziwnie. Nie że źle, ale inaczej niż klasyczny, aluminiowy odpowiednik, do którego przyzwyczailiśmy się przez ostatnie lata. Przy mocniejszym nacisku na kierownicę czuć było delikatną pracę.
Po trzech miesiącach i około trzech tysiącach kilometrów w siodle możemy śmiało napisać, że ShockStop Stem zostanie z nami na dłużej. Wprawdzie nie zrobił z naszych graveli maszyn enduro (bo i nie taki był jego cel), ale w realnej jeździe robi dokładnie to, co do niego należy – niweluje drobne drgania, które przy całym dniu potrafią mocno dać w kość nadgarstkom i barkom.
Ważne: Sprzęt otrzymaliśmy do testów bezpośrednio od marki Redshift w ramach barteru, ale producent nie miał żadnego wpływu na nasze wnioski.
Dostaliśmy dwa mostki, które wprawdzie robią dokładnie to samo, ale różnią się międyz sobą konstrukcyjnie. Mateusz otrzymał wersję 100 mm, zaś Natalia 70 mm. Ponadto, korzystaliśmy z zupełnie innych rowerów i elementów wyposażenia: dwie różne kierownice, różne opony, a przede wszystkim – zupełnie inną wagę nas obojga.
| Osoba | Sprzęt i waga | Mostek Redshift | Kierownica i opony |
|---|---|---|---|
| Mateusz | PanTytan (> 90 kg) | 100 mm (kąt dodatni) | Profile Design DRV / Wolfpack Gravel 38 mm (1.5 - 4 bar) |
| Natalia | Rondo Ruut (< 58 kg) | 70 mm (kąt dodatni) | PRO PLT / Vittoria T30 47 mm, koła 27,5" (do 3 bar) |
Sam mostek z daleka nie różni się niczym od sztywnych odpowiedników. Nie ma żadnych cech (poza jedną śrubką), która zdradza amortyzację. Cała magia kryje się wewnątrz – to tam ukryte są elastomery, których zadaniem jest tłumienie drgań. Mają one różną gęstość i z założenia powinno się wybierać je pod swoją wagę. U nas oficjalna tabelka sprawdziła się bardzo średnio.
Mateusz ostatecznie jeździ na konfiguracji o dwa poziomy bardziej miękkiej niż sugerował producent dla jego wagi. Natalia od razu musiała wrzucić najmiększy dostępny zestaw. Z takim zestawem poczuliśmy, że ten mostek naprawdę działa i amortyzacja pracuje tak, jak tego oczekujemy.
Tabelę w instrukcji należy więc traktować wyłącznie jako punkt wyjścia. Sama wymiana elastomerów jest banalnie prosta, wystarczy odkręcić kierownicę od mostka i wymienić je zgodnie z swoimi preferencjami.
Najuczciwiej będzie przyznać, że na pierwszych dniach te mostki nas nie zachwyciły. Jednak po pewnym czasie zdaliśmy sobie sprawę, że wszelkie nierówne drogi jakie mamy pod domem, stały się gładsze. Przy długich, ponad 100-kilometrowych rundach nasze nadgarstki nie krzyczały z bólu. To nie jest tak, że Redshift całkowicie likwiduje nierówności. Nie. Ale znacząco poprawia komfort, choć przy pierwszym wrażeniu wcale nie jest to odczuwalne. I to jest jedna z najciekawszych cech tego rozwiązania – przestajesz je zauważać. Mostek po prostu jest i pomaga.
Gdzie czuć największą różnicę?
Redshift to nie jest pełnoprawny amortyzator. Jak wjedziecie w wielką dziurę, to ją poczujecie. Tutaj cudów nie ma. Różnica polega wyłącznie na łagodzeniu najbardziej powszechnych drgań.
Baliśmy się trochę o zachowanie sprzętu na szybkich zjazdach i z przyczepionym do kierownicy ciężkim bagażem. Zupełnie niepotrzebnie. Na zjazdach rower jedzie stabilnie, nie pływa i nie robi się nerwowy. Co więcej, podczas wypraw bikepackingowych (gdzie nasze maszyny ważyły po 20 kg, a z przodu woziliśmy ciężkie torby wypchane po brzegi) wszystko pracowało przewidywalnie. Dodatkowy ciężar nie wywoływał nieprzyjemnego bujania, nie wprawiał też kierownicy w drgania.
Czy to lek na wszystko?
Odpowiedź jest krótka: nie. Mostek na pewno pomaga, ale jeśli masz źle ustawioną pozycję, za szeroką kierownicę, za mocno napięte ciało czy niewłaściwe ciśnienie w oponach, sam Redshift tego nie naprawi.
Przed rozpoczęciem testów Natalia podchodziła do mostka z dużo większym sceptycyzmem niż Mateusz. Dziś, po trzech miesiącach bezproblemowej jazdy – bez żadnych luzów, stuków czy skrzypienia – możemy polecić to rozwiązanie z czystym sumieniem na długie dystanse, ultramaratony, do bikepackingu i na codzienną jazdę po słabych drogach. Nie polecamy, jeśli z gravela próbujecie zrobić rower enduro i szukacie pracy prawdziwego widelca amortyzowanego. Dzisiaj wiemy, że nasze obawy były nieuzasadnione i kupilibyśmy je za własne pieniądze.
| Plusy | Minusy |
|---|---|
| Realnie odciąża dłonie i barki poprzez tłumienie drobnych wibracji. | Tabelka producenta mija się z rzeczywistością – trzeba samemu poeksperymentować z elastomerami. |
| Świetnie radzi sobie z bagażem w mocno obciążonym bikepackingu. | Dziwne uczucie na początku, kierownica zachowuje się początkowo inaczej. |
| Nie psuje prowadzenia i stabilności jazdy. | Nie zastąpi amortyzatora – fizyki nie oszukasz, duże dziury i tak odczujesz. |
| Bezobsługowość – dopasowujesz go raz i po prostu o nim zapominasz. | Efekt rozłożony w czasie – różnicę docenia się po całym dniu, a nie na krótkiej jeździe próbnej. |
| To tańsza droga do większego komfortu niż wymiana widelca lub roweru na model z amortyzacją. |
Redshift ShockStop Stem nie jest rowerowym gadżetem, który zmienia absolutnie wszystko. To produkt poprawiający jedną, bardzo konkretną rzecz. I wygrywa tym, że po ciężkim dniu jazdy przestajesz o nim myśleć, bo po prostu robi swoją robotę.
Nie, mostek łagodzi najbardziej powszechne drgania i poprawia komfort, ale nie jest pełnoprawnym amortyzatorem i nie likwiduje dużych nierówności.
Mostek zapewnił stabilność i przewidywalność, nawet z ciężkim bagażem (rowery ważyły po 20 kg z torbami), nie wywołując bujania ani drgań kierownicy.
Tabela producenta jest jedynie punktem wyjścia. Testerzy musieli dobrać bardziej miękkie elastomery niż sugerowano dla ich wagi, aby mostek działał optymalnie.
Zapisz się do newslettera Dwóch Rowerów — co miesiąc nowe pomysły na wyjazd.
Zero spamu. Możesz wypisać się jednym kliknięciem. Zapisując się, akceptujesz politykę prywatności.